Bikini fitness – nieobiektywny blog Rudej

Dlaczego poruszamy temat bikini fitness na naszym blogu? Czego możecie tu szukać? Co chcielibyście znaleźć?
Będzie na pewno szczerze. Dużo opinii, trochę o mnie, o przygotowaniach, nieco więcej o całym świecie fitness.

Bikini fitness – niezwykle popularna dyscyplina w ostatnim czasie. Każdego dnia zyskuje sobie zwolenników, jak i przeciwników zapewne. Nowe osoby decydują się na udział w zawodach. Na debiutach startuje coraz większa ilość dziewczyn. Ludzie z poza branży zaczynają kojarzyć ten sport. Tylko czy w taki sposób, jakby świat fitnessu tego chciał?
Niekoniecznie. Dla wielu osób ten sport kojarzy się przede wszystkim z pokazywaniem tyłka na instagramie. Checkform, czyli wybijające nam ekran w smartfonie, każdego ranka, pośladki!
Czy naprawdę chcemy, żeby tak to wyglądało?!
Zdjęcie, filtr, hiperlordoza – zero związku z rzeczywistością, zero wspólnego z bikini fitness, a jednak psuje opinię całej dyscyplinie, zawodniczkom, które w taki sposób się nie prezentują. Ja osobiście bardzo bym chciała, pracując w szkole, mówić z dumą w jakich zawodach biorę udział. Jednak prosząc o wolne na zawody, mam pewne obawy. Co jeśli mój szef właśnie kojarzy ten sport w sposób przedstawiany przez ogromną ilość dziewczyn na instagramie? Jakie ma tu znaczenie czy dana osoba, prezentująca się w całej krasie, ma w ogóle coś wspólnego z tym sportem? Żadne. Największe znaczenie ma to, że tworzy niepochlebną opinię.

Obserwując w internecie dziewczyny przygotowujące się do zawodów, często myślę sobie, że z wielu względów, nie jest to sport dla każdego. Z racji wzrostu popularności, bardzo wiele dziewczyn, które wybiorą się kilka razy na siłownię, marzy o wyjściu na scenę. Pewnie dlatego, że to fajne, odwalić się, wyglądać jak milion dolców i stać na środku świata w świetle reflektorów. Niewiele z nich ma do tego predyspozycje, warunki oraz wystarczającą determinację. Dlatego potem okazuje się, że w efekcie z milionem dolarów nie ma to nic wspólnego…

Co musisz mieć, żeby być zawodniczką?

1. Proporcje! Oczywiście bez nich pewnie też się da. Tylko po co? To tak, jakby się chciało być dobrym w skoku wzwyż, ale miałoby się 140 cm wzrostu. No nie, bo po co, skoro można robić coś innego. Można je poprawić, wiadomo, jednak znacząco łatwiej i logiczniej jest poprawiać coś, co jest dobre, niż tworzyć coś z niczego. W bikini zatem potrzebujemy na początek długich nóg, szerokich bioder i obojczyków, naturalnie wąskiej talii, wąsko ułożonych żeber  – na takiej sylwetce najpewniej zbudujemy piękne ciało w kształcie litery X.


(na zdjęciu Julia Fusiecka z naszego teamu)

2. Zdrowie i dobrego trenera – tu dwa w jednym, bo ma to ze sobą bardzo ścisły związek. Możesz być zdrowa w 100%, ale trafić na gamonia, który każe ci od pierwszych dni brać milion niepotrzebnych nikomu środków, zakazanych w tym sporcie (i w każdym innym również) albo każe ci jeść tysiąc kcal (które ja zjadam na śniadanie) i w krótkim czasie rozwali cię w całości. Bikini fitness może być zdrowe! Wbrew powszechnej opinii i milionie wpisów po debiutach, jak to raz wystartowałam i było tak strasznie, bo byłam chuda, głodna i nigdy więcej tego nie zrobię. Znaczy, że a) źle się przygotowywałaś, za sprawą siebie czy kogoś innego, nazywającego się „trenerem”, b) nie nadajesz się do tego sportu, c) odpowiedź a i b na raz. Ten sport to nie głodzenie się, nie doping, nie docięcie 365 dni w roku. To składowa wszystkich tych wymienionych przeze mnie cech oraz pewnie wielu innych, o których nie wspomniałam.
Ja nigdy nie byłam zdrowsza, niż od czasu mojego pierwszego startu do teraz. Mój trener, Kamil Koczwara, wyprowadził mój organizm z nadczynności tarczycy. Sprawił, że z chudej dziewczyny, która miała marzenia, determinację, a której brakowało możliwości, żeby rosnąć, stałam się pewną siebie, naprawdę sporą babką 😀

Na zdjęciu 2015 i 2017 rok. Jakieś dwa lata oraz 20 kg różnicy. Poza tym wieczne uczucie głodu, brak termoregulacji, suche włosy, skóra, paznokcie kontra odżywiony organizm, najlepsze w życiu samopoczucie. I jeszcze – krzywulec, wiecznie zgarbiony, wstydzący się swojej chudości kontra pewna siebie kobieta, chodząca prosto z uniesioną głową!

3. Silna psychika oraz samoakceptacja. Bez siły w sobie nie przetrwasz ani przygotowań, ani tym bardziej startów. Silna musisz być gdy wygrywasz, ale przede wszystkim wtedy, gdy upadasz i musisz się z tego podnieść. Najgorszym upadkiem jednak nie jest przegrana, a brak akceptacji własnej osoby. Wydaje się to szczególnie trudne dla zawodniczek w okresie pozastartowym. Niektóre z nich nigdy nie publikują w mediach społecznościowych formy, którą posiadają poza sceną. Pokazują tym samym, że zupełnie nie radzą sobie z sobą poza wyglądem ze sceny, a przecież przez większość czasu jest się jednak poza sezonem, a nie w nim, mając nieco wyższy poziom tkanki tłuszczowej. Nie zmienia to jednak faktu, że sylwetka może pozostać nadal estetyczna.
Silna psychika oznacza też, że wierzę w siebie. Wierzę, że mogę, wierzę, że wygram! I to nie oznacza braku pokory, bo zdecydowanie mogę mieć ogromną pewność siebie oraz pokorę jednocześnie.


(na zdjęciu Julia Fusiecka z naszego teamu)

4. Cierpliwość, pracowitość i determinację, bo nic nie zrobi się w jednej chwili. Nic nie będzie na jutro, na już. Nie będziesz gotowa startować po jednym sezonie na siłowni (chyba, że masz za sobą ogromną historię w innej dyscyplinie sportu, ale abstrahuję od takich przypadków). Nie raz będziesz musiała bardzo długo walczyć, żeby coś zbudować, cierpliwie pracować nad czymś, co w ogóle nie będzie chciało cię słuchać. Nie poddawać się przy tym, bo jeśli to zrobisz, nigdzie nie dojdziesz i niczego nie osiągniesz. Cel będzie bardzo daleko i nie będziesz mogła założyć, kiedy go osiągniesz. Podejmiesz wiele prób, sprawdzisz różne drogi. Poznasz swoje ciało. Wtedy zadziała. Dopiero wtedy.


Ja nie rozumiałam dlaczego ciężko ćwiczę, trzymam dietę i nie rosnę. Nie miałam pojęcia co jest nie tak. Gdybym nie spotkała na swojej drodze człowieka, który znał odpowiedź na te pytania, dawno zrezygnowałabym z dążenia do swoich celów. Teraz po prostu działam. Wykonuję założoną pracę. Tak długo, aż zadziała i na tyle dobrze, żeby działała.W moim przypadku dopiero trzeci rok na siłowni przynosi takie efekty, jakich bym oczekiwała. Dopiero teraz ciało zaczyna się budować i osiągać taki wygląd, jaki mnie na tę chwilę satysfakcjonuje.

5. Pokorę, bo bez niej nie ocenisz siebie i tym samym nie będziesz wiedziała czy jesteś już gotowa na scenę i kolejny sezon startowy. Tu przydaje się też mądry trener, ale gdy nie masz pokory, prędzej zmienisz trenera niż posłuchasz jego rad. Ja po debiutach uznałam, że oczywiście jestem dużo za chuda, potrzeba mi mięsa, a żeby go zbudować potrzebuję czasu. Mam też braki w prezentacji na scenie, więc spędzam dużo czasu nad naprawieniem tego. Konsultuję się z osobami, które są autorytetami, po to, żeby następnym razem wyjść na scenę w pełni gotowa – łącząc doświadczenie z pierwszego startu i wszystko, czego się od tamtej pory nauczyłam.

6. Pozytywne podejście i miłość do sportu. Jeśli zmuszasz się, żeby ćwiczyć i nie masz z tego żadnej przyjemności, nie sądzę, żebyś daleko zaszła. Liczy się pasja. Jeśli będziesz się męczyć psychicznie na siłowni, Twoje ciało nie będzie rosło. Jeśli nie będziesz spać, jeść, ćwiczyć z pasją, ale czuć się jak w kieracie, nie dojdziesz do celu. Znajdź inną drogę. Swoją. Nie każdy musi kochać ćwiczyć.


(na zdjęciu Julia Fusiecka z naszego teamu)

7. Umiejętności – różne! Pierwszorzędna jest umiejętność ćwiczenia w prawidłowy sposób. To baaardzo kuleje wśród zawodniczek, nawet tych bardzo utytułowanych i nie mam tu na myśli tylko polskiej sceny. Wszechobecna hiperlordoza zachowywana podczas każdego ćwiczenia, powodująca nieodwracalne zniszczenia w kręgosłupie… Często aż boli, gdy się na to patrzy. Fizjoterapeuci będą mieć dużo pracy za kilka lat. Często myślę, że w dużej części przypadków, niestety najgorszym wyborem jest iść na treningi personalne do bikiniary, która przecież tak świetnie wygląda… niekoniecznie świetnie ćwiczy. Co więcej, czasem nie wie na co jest dane ćwiczenie. Przecież trener kazał, więc robię. Tylko co mam czuć i w jaki sposób. Who knows?! Jeśli chcesz iść na trening do kogokolwiek, upewnij się, że potrafi wykonywać podstawowe ćwiczenia (martwy ciąg, przysiad, wyciskanie) w prawidłowy, poprawny sposób, zachowując przy tym kręgosłup w neutralnej pozycji oraz, że jego świetny wygląd to nie tylko instagram 😉
Poza tym trzeba się nauczyć pięknie prezentować na scenie, na co składa się pozowanie, makijaż, włosy, strój, buty, biżuteria, uśmiech i cała reszta!



8. Pieniądze. Tak. I to nie jest żadna przesada. Żeby brać udział w zawodach bikini fitness, musi cię być na to stać. I musisz wiedzieć, że za wygranymi nie idą ogromne pieniądze w pakiecie. Na to, żeby na tym sporcie zarobić, też musisz zapracować. Pieniądze potrzebne są zarówno w czasie przygotowań, jak i w czasie startów – na suplementy, jedzenie, następnie na strój i wszystkie pozostałe elementy looku.

Pewnie gdybyś zastanowiła się zanim wystartujesz czy masz lub możesz mieć, wypracować w sobie to, o czym piszę, nie płakałabyś teraz w internecie, jak bardzo starty niszczą człowieka i jak są złe. Nie każdy człowiek jest stworzony do każdej pracy czy sportu. Wystarczy znaleźć coś odpowiedniego dla siebie.

PS. Nie mogę doczekać się wiosny i moich startów. O tym więcej w którejś z kolejnych części bloga <3

Ruda ma siłę - parę słów o autorze:

Przygotowuję się do startu w zawodach sylwetkowych bikini fitness w kategorii +172 cm. Czynnie i regularnie trenuję siebie i podopiecznych! :)

Zobacz pozostałe posty tego autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *