Największe nieporozumienie, które sabotuje Twoje efekty
„Najpierw schudnę, a potem już tylko będę pilnować wagi.”
Brzmi rozsądnie. Problem w tym, że właśnie to założenie sprawia, że większość osób wraca do punktu wyjścia — często szybciej, niż się tego spodziewa. W praktyce odchudzanie jest dla wielu ludzi tylko etapem przejściowym, po którym następuje powolny, niemal niezauważalny powrót do starych nawyków, a wraz z nimi powrót do starej masy ciała. Co ciekawe, nie wynika to wyłącznie z braku silnej woli czy lenistwa, jak często się to upraszcza. To efekt zderzenia biologii, psychologii i środowiska, które razem tworzą system utrudniający utrzymanie efektów.
Największy problem polega na tym, że większość osób traktuje odchudzanie jak zamknięty projekt. Jest początek — decyzja o redukcji. Jest proces — dieta, trening, kontrola. Jest też koniec — osiągnięcie celu. I właśnie ten moment staje się początkiem problemu, bo w głowie pojawia się przekonanie: „teraz wracam do normalności”. Tylko że ta „normalność” bardzo często była dokładnie tym, co doprowadziło do nadwagi.
To prowadzi do fundamentalnego błędu w myśleniu. Odchudzanie nie jest rozwiązaniem problemu nadmiaru tkanki tłuszczowej. Jest tylko narzędziem, które pozwala na chwilę zmienić stan wyjściowy. Prawdziwym wyzwaniem jest to, co dzieje się później — czyli utrzymanie nowej masy ciała w świecie, który temu nie sprzyja, i w organizmie, który próbuje wrócić do wcześniejszej równowagi.
Właśnie dlatego wiele osób doświadcza tego samego scenariusza: kilka miesięcy dyscypliny, widoczne efekty, a następnie stopniowe rozluźnienie zasad i powrót do punktu wyjścia. Nie dlatego, że coś z nimi jest nie tak. Dlatego, że próbują rozwiązać długoterminowy problem krótkoterminowym podejściem.
Zanim przejdziesz dalej, warto zadać sobie jedno pytanie:
czy Twoim celem jest schudnąć… czy przestać tyć już na zawsze?
Dlaczego większość ludzi wraca do starej wagi (i to nie jest przypadek)
Jeśli spojrzysz na osoby, które się odchudzają, szybko zauważysz pewien schemat. Duża motywacja na początku, wyraźne efekty w pierwszych tygodniach, a potem — w dłuższej perspektywie — powrót do wcześniejszej masy ciała. Często z dodatkowymi kilogramami. To zjawisko jest na tyle powszechne, że trudno uznać je za przypadek czy jednostkową porażkę. To raczej przewidywalny rezultat sposobu, w jaki większość ludzi podchodzi do odchudzania.
W badaniach obserwacyjnych wielokrotnie pokazano, że znaczna część osób po redukcji masy ciała odzyskuje utracone kilogramy w ciągu kilku lat. Co ważne, nie dzieje się to dlatego, że nagle tracą motywacje. Problem jest znacznie głębszy. Wynika z niedopasowania strategii do rzeczywistego wyzwania. Ludzie przygotowują się do etapu redukcji, ale kompletnie nie są przygotowani na etap utrzymania.
Podczas odchudzania działasz w określonych warunkach. Masz plan, masz strukturę, często liczysz kalorie, pilnujesz posiłków, zwiększasz aktywność fizyczną. Twoje działania są świadome i celowe. Co więcej, masz jasny kierunek — liczba na wadze spada, sylwetka się zmienia, pojawia się poczucie kontroli. To bardzo silny bodziec motywacyjny.
Problem zaczyna się w momencie, gdy ten etap się kończy. Cel zostaje osiągnięty, więc znika presja działania. Znika też struktura, która wcześniej „trzymała Cię w ryzach”. W praktyce wracasz do podejmowania decyzji w sposób bardziej intuicyjny, często pod wpływem środowiska, emocji i przyzwyczajeń. I właśnie tutaj ujawnia się kluczowy mechanizm: wracasz do zachowań, które doprowadziły Cię do nadwagi — tylko robisz to stopniowo, niemal niezauważalnie.
To dlatego wiele osób mówi: „nie wiem, kiedy to się stało”. Bo to nie jest jeden moment. To setki małych decyzji — dodatkowa przekąska, mniejsza aktywność, większe porcje, mniej kontroli. Każda z nich wydaje się nieistotna. Razem tworzą trend.
Najważniejszy wniosek z tej części jest prosty, ale niewygodny:
to nie brak silnej woli jest problemem — problemem jest brak strategii na życie po redukcji.
Błąd nr 1: traktujesz odchudzanie jak projekt, a nie jak zmianę życia
Większość osób wchodzi w proces odchudzania z mentalnością projektu. Jest decyzja: „od poniedziałku zaczynam”. Jest plan: dieta, trening, określone zasady. Jest też oczekiwany rezultat: konkretna liczba kilogramów mniej. Wszystko ma swój początek, przebieg i koniec. To podejście działa — ale tylko do momentu osiągnięcia celu.
Problem polega na tym, że organizm i rzeczywistość nie działają w trybie projektowym. Twoje ciało nie „resetuje się” po zakończeniu diety. Środowisko się nie zmienia. Twoje nawyki — jeśli nie zostały przebudowane — wracają bardzo szybko. A jednak wiele osób zakłada, że po redukcji można wrócić do wcześniejszego stylu życia i utrzymać efekty. To jedno z najbardziej kosztownych założeń w całym procesie.
W praktyce wygląda to tak: podczas redukcji jesteś „kimś innym”. Jesz inaczej, ruszasz się więcej, jesteś bardziej zdyscyplinowany. Po jej zakończeniu próbujesz wrócić do „normalności”. Tylko że ta normalność była dokładnie tym, co doprowadziło Cię do nadwagi. To trochę tak, jakby ktoś wyszedł z zadłużenia i wrócił do tych samych nawyków finansowych, oczekując innego efektu.
Kluczowym elementem, który tu umyka, jest tożsamość. Jeśli traktujesz zdrowe nawyki jako coś tymczasowego — coś, co robisz „na czas diety” — to w momencie zakończenia procesu automatycznie z nich rezygnujesz. Nie dlatego, że jesteś słaby. Dlatego, że tak ustawiłeś zasady gry.
Dlatego właśnie utrzymanie wagi jest trudniejsze niż samo odchudzanie. Bo nie polega na kontynuowaniu projektu, tylko na zmianie sposobu życia. A to oznacza coś znacznie bardziej wymagającego: brak końca, brak „nagrody końcowej” i konieczność podejmowania podobnych decyzji każdego dnia — bez presji, bez ekscytacji i często bez natychmiastowego efektu.
Najważniejsza zmiana, którą trzeba tu zrozumieć, brzmi:
nie wracasz do starego życia po odchudzaniu — bo stare życie stworzyło Twój problem.
Suplement wewnątrz-treningowy wspierający wydolność od Testosterone.pl – KUP TUTAJ
Twój organizm NIE chce, żebyś utrzymał niższą wagę
Wiele osób zakłada, że największym wyzwaniem jest samo schudnięcie. W praktyce jednak największym przeciwnikiem pojawia się dopiero później — i nie jest nim brak motywacji, tylko własny organizm.
Z punktu widzenia biologii utrata masy ciała nie jest sukcesem. Jest sygnałem, że dostępność energii spadła. A to oznacza potencjalne zagrożenie dla przetrwania. Organizm nie analizuje tego w kontekście estetyki czy zdrowia metabolicznego. Reaguje tak, jak został zaprogramowany przez tysiące lat ewolucji, próbuje wrócić do wcześniejszego stanu równowagi.
Pierwszą rzeczą, która się zmienia, jest odczuwanie głodu. Po redukcji poziom hormonów odpowiedzialnych za sytość spada, a tych związanych z głodem rośnie. W praktyce oznacza to, że jedzenie zaczyna smakować bardziej, porcje wydają się mniejsze, a sygnał nasycenia pojawia się później. To nie jest kwestia charakteru. To zmiana fizjologiczna, która może utrzymywać się miesiącami, a nawet latami po zakończeniu odchudzania.
Drugim elementem jest spowolnienie wydatku energetycznego. Organizm staje się bardziej oszczędny. Spalasz mniej kalorii nie tylko dlatego, że ważysz mniej, ale także dlatego, że ciało aktywnie ogranicza zużycie energii. Zmniejsza się spontaniczna aktywność, ruchy stają się mniej intensywne, a codzienne funkcjonowanie wymaga mniej energii. To zjawisko określane jest jako adaptacja metaboliczna i jest jednym z kluczowych powodów, dla których utrzymanie wagi staje się trudniejsze niż jej redukcja.
W efekcie powstaje bardzo niekorzystna kombinacja: jesz mniej, ale jesteś bardziej głodny i jednocześnie spalasz mniej energii. To właśnie ten moment, w którym wiele osób zaczyna odczuwać, że coś się zmieniło. Dieta, która wcześniej działała, przestaje być wystarczająca. A powrót do wcześniejszych nawyków prowadzi do szybkiego odzyskania kilogramów.
Najważniejsze, co trzeba tu zrozumieć, to zmiana perspektywy:
Twoje ciało nie próbuje Ci pomóc utrzymać efektów — próbuje wrócić do punktu wyjścia.
I dopóki tego nie zaakceptujesz, będziesz interpretować trudności jako własną słabość, zamiast jako naturalną reakcję organizmu.
Błąd nr 2: myślisz, że po diecie wrócisz do normalnego jedzenia
Jedno z najczęstszych przekonań, które pojawia się po zakończeniu redukcji, brzmi: „teraz mogę jeść normalnie”. Problem polega na tym, że to normalnie bardzo rzadko jest neutralne. Najczęściej oznacza powrót do sposobu odżywiania, który wcześniej doprowadził do nadwyżki energetycznej i przyrostu masy ciała.
To moment, w którym wiele osób wpada w pułapkę myślenia zero-jedynkowego. Podczas diety obowiązują zasady — kontrola kalorii, regularność posiłków, większa uważność. Po diecie zasady znikają, bo pojawia się potrzeba oddechu, luzu, nagrody za wykonaną pracę. I to jest zrozumiałe. Problem w tym, że organizm w tym momencie znajduje się w stanie zwiększonej podatności na przyrost masy ciała — dokładnie z powodów, o których była mowa wcześniej.
W praktyce oznacza to, że nawet niewielki wzrost podaży kalorii może prowadzić do szybkiego odzyskania wagi. Nie dlatego, że jesz dużo, ale dlatego, że jesz więcej niż wynosi Twoje aktualne zapotrzebowanie, które po redukcji jest niższe niż wcześniej. To bardzo często zderza się z oczekiwaniami: „przecież jem mniej niż kiedyś, a i tak tyję”.
Tu pojawia się jedna z najbardziej niewygodnych, ale kluczowych prawd:
po schudnięciu Twoje normalne jedzenie musi wyglądać inaczej niż wcześniej.
Nie chodzi o restrykcję do końca życia. Chodzi o świadomość, że wcześniejszy styl odżywiania nie był neutralny — był przyczyną problemu. Jeśli więc do niego wracasz, wracasz również do jego konsekwencji.
Co więcej, wiele osób nie zauważa momentu, w którym zaczyna odchodzić od nowych nawyków. To nie jest nagła zmiana. To proces. Najpierw pojawia się większa elastyczność, potem częstsze odstępstwa, potem brak kontroli. Każdy z tych kroków wydaje się nieistotny, ale razem prowadzą do jednego kierunku.
Dlatego utrzymanie wagi wymaga czegoś więcej niż „pilnowania się od czasu do czasu”. Wymaga redefinicji tego, co uznajesz za normalne.
Bo jeśli Twoja normalność się nie zmieni — Twoje efekty też nie zostaną na długo.
Dlaczego odchudzanie wydaje się łatwiejsze niż utrzymanie
Na pierwszy rzut oka to może brzmieć nielogicznie. Przecież odchudzanie wymaga wyrzeczeń, kontroli, dyscypliny. A jednak to właśnie ten etap wiele osób wspomina jako łatwiejszy niż utrzymanie efektów. Powód jest prosty, ale często pomijany: odchudzanie daje Ci strukturę, a utrzymanie ją zabiera.
Podczas redukcji wszystko jest jasno określone. Masz konkretny cel — schudnąć określoną liczbę kilogramów. Masz plan działania — dieta, trening, określone zasady. Masz też regularną informację zwrotną — waga spada, sylwetka się zmienia, ubrania zaczynają lepiej leżeć. To tworzy zamknięty system, w którym łatwo utrzymać kierunek, bo widzisz efekty swoich działań niemal na bieżąco.
Co więcej, redukcja działa jak sprint. Nawet jeśli trwa kilka miesięcy, masz poczucie, że to etap przejściowy. Jesteś w stanie zaakceptować dyskomfort, bo wiesz, że ma on swój koniec. To bardzo silny mechanizm psychologiczny — łatwiej znosić ograniczenia, gdy widzisz linię mety.
Utrzymanie wagi działa zupełnie inaczej. Nie ma konkretnego celu do osiągnięcia, bo już go osiągnąłeś. Nie ma wyraźnego progresu, bo nie chcesz dalej chudnąć. Nie ma też końca — to proces, który trwa bezterminowo. W praktyce oznacza to, że musisz podejmować podobne decyzje każdego dnia, bez natychmiastowej nagrody i bez presji, która wcześniej mobilizowała Cię do działania.
I właśnie tutaj pojawia się największe wyzwanie. Człowiek jest znacznie lepiej przystosowany do działania w krótkim okresie, z jasnym celem i widocznym efektem. Długoterminowa konsekwencja, bez wyraźnego finału, jest znacznie trudniejsza psychologicznie. Dlatego wiele osób nie przegrywa na etapie odchudzania — przegrywa w momencie, gdy znika struktura, a decyzje zaczynają zależeć od codziennych wyborów.
Najważniejszy wniosek z tej części jest prosty:
odchudzanie jest procesem z końcem — utrzymanie wagi jest procesem bez końca.
I to właśnie brak tej linii mety sprawia, że dla większości ludzi jest to znacznie trudniejsze.
Błąd nr 3: myślisz, że już ogarnąłeś temat
Moment osiągnięcia celu jest jednocześnie jednym z najbardziej ryzykownych etapów całego procesu. Pojawia się satysfakcja, poczucie kontroli, a często także przekonanie, że „teraz już wiem, jak to działa”. I to właśnie to przekonanie bardzo często uruchamia powolny powrót do starych schematów.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Nadal trzymasz się części nawyków, nadal masz świadomość tego, co jesz, nadal jesteś aktywny. Problem polega na tym, że zaczynasz stopniowo luzować zasady, które wcześniej były fundamentem Twoich efektów. I co ważne — robisz to w sposób, który nie wydaje się groźny.
Najpierw pojawia się większa elastyczność: „dzisiaj mogę sobie pozwolić”. Potem częstsze odstępstwa: „w sumie nic się nie stanie”. Następnie brak kontroli: „już nie muszę tak pilnować”. Każdy z tych kroków z osobna wydaje się nieistotny. W krótkim okresie rzeczywiście często nie widać żadnych konsekwencji. Waga stoi w miejscu, sylwetka się nie zmienia. To daje złudne poczucie bezpieczeństwa.
Problem polega na tym, że przyrost masy ciała bardzo rzadko jest efektem jednego błędu. To proces, który składa się z dziesiątek, a często setek drobnych decyzji. Każda z nich minimalnie przesuwa bilans energetyczny w stronę nadwyżki. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. I dopiero po czasie pojawia się efekt, który wydaje się nagły, choć w rzeczywistości był budowany długo.
To dlatego wiele osób mówi: „nagle przytyłem”. W praktyce nic nie dzieje się nagle. Zmienia się tylko moment, w którym zaczynasz zauważać efekt.
Najważniejszy wniosek z tej części jest niewygodny, ale kluczowy:
utrzymanie wagi nie psuje się w jeden dzień — psuje się przez brak uwagi w wielu małych momentach.
I właśnie dlatego sama wiedza, jak schudnąć”to za mało. Bo utrzymanie efektów nie zależy od jednorazowej wiedzy, tylko od powtarzalnych decyzji, które podejmujesz wtedy, gdy nikt już na Ciebie nie patrzy.
Świat, który działa przeciwko Tobie i dlaczego sama silna wola nie wystarczy
W teorii utrzymanie wagi wydaje się proste: jesz tyle, ile potrzebujesz, ruszasz się regularnie i kontrolujesz swoje wybory. Problem w tym, że funkcjonujesz w środowisku, które zostało zaprojektowane dokładnie odwrotnie — żebyś jadł więcej, ruszał się mniej i podejmował decyzje impulsywnie.
Jedzenie jest dziś dostępne praktycznie wszędzie i o każdej porze. Co więcej, nie są to produkty neutralne, tylko takie, które zostały zaprojektowane tak, żeby były maksymalnie atrakcyjne — intensywne w smaku, łatwe do spożycia, trudne do zatrzymania się na jednej porcji. W praktyce oznacza to, że Twoje decyzje żywieniowe rzadko są podejmowane w „czystych” warunkach. Zazwyczaj są efektem bodźców: zapachu, widoku, sytuacji społecznej, emocji.
Do tego dochodzi presja społeczna, która często działa w przeciwnym kierunku niż Twoje cele. Spotkania towarzyskie, wyjścia do restauracji, rodzinne obiady — jedzenie staje się centralnym elementem interakcji. Odmowa bywa odbierana jako przesada, a kontrola jako zbyt restrykcyjna. W efekcie wiele osób zaczyna luzować zasady nie dlatego, że chce, ale dlatego, że chce się dopasować.
Największym błędem w tym kontekście jest przecenianie roli silnej woli. Silna wola działa krótkoterminowo. Jest zasobem, który się wyczerpuje. Jeśli codziennie musisz podejmować dziesiątki decyzji w środowisku, które Cię pcha w przeciwnym kierunku, to prędzej czy później zaczniesz odpuszczać.
Dlatego osoby, które skutecznie utrzymują wagę, bardzo rzadko polegają wyłącznie na silnej woli. Zamiast tego budują środowisko, które wspiera ich decyzje. Upraszczają wybory, ograniczają ekspozycję na pokusy, wprowadzają powtarzalne schematy działania. Nie dlatego, że są bardziej zdyscyplinowane. Dlatego, że rozumieją, że walka z otoczeniem każdego dnia jest strategią skazaną na porażkę.
Najważniejszy wniosek:
jeśli Twoje środowisko działa przeciwko Tobie, sama motywacja nie wystarczy — potrzebujesz systemu, który ją zastąpi.
Zadbaj o podstawowe wsparcie witamin i adaptogenów w jednym suplemencie – KUP TUTAJ!
Co robią ludzie, którzy NIE wracają do starej wagi
Kiedy patrzysz na osoby, które utrzymują wagę przez lata, łatwo wpaść w uproszczenie: „mają lepszą genetykę”, „większą dyscyplinę”, „więcej czasu”. W rzeczywistości różnica rzadko leży w tych czynnikach. Leży w sposobie, w jaki organizują swoje działania na co dzień.
Pierwszą wspólną cechą jest powtarzalność. Te osoby nie działają w trybie wszystko albo nic. Nie próbują być perfekcyjne. Zamiast tego opierają swoje funkcjonowanie na prostych, powtarzalnych schematach — podobne posiłki, podobne godziny jedzenia, regularna aktywność fizyczna. Dzięki temu ograniczają liczbę decyzji, które muszą podejmować każdego dnia. A im mniej decyzji, tym mniejsze ryzyko błędu.
Drugim elementem jest stały kontakt z rzeczywistością. Osoby utrzymujące wagę nie zgadują, czy wszystko jest w porządku. Monitorują swoje zachowania — czasem poprzez regularne ważenie, czasem poprzez kontrolę porcji, czasem poprzez obserwację tego, jak leżą ubrania. Nie chodzi o obsesję. Chodzi o świadomość. Bo brak informacji zwrotnej sprawia, że łatwo przegapić moment, w którym zaczynasz odchodzić od swoich standardów.
Trzecia rzecz to sposób myślenia o aktywności fizycznej. Dla wielu osób trening kończy się wraz z redukcją. Dla tych, którzy utrzymują wagę, ruch nie jest narzędziem do odchudzania — jest standardem funkcjonowania. Czymś, co robią niezależnie od celu, bo jest częścią ich stylu życia, a nie tylko środkiem do osiągnięcia efektu.
I wreszcie najważniejszy element, który łączy wszystkie pozostałe: brak „momentu końca”. Te osoby nie czekają na moment, w którym „będzie można odpuścić”. Nie funkcjonują w trybie diety. Funkcjonują w trybie życia, które z definicji wspiera utrzymanie ich masy ciała.
Najważniejszy wniosek:
ludzie, którzy utrzymują wagę, nie robią rzeczy ekstremalnych — robią rzeczy konsekwentnie.
Najważniejsza zmiana: z celu na tożsamość
Na początku tego procesu wszystko kręci się wokół celu. Chcesz schudnąć, więc podporządkowujesz temu swoje działania. Kontrolujesz jedzenie, trenujesz, pilnujesz się. Problem w tym, że cel ma jedną właściwość — w pewnym momencie zostaje osiągnięty. I wtedy znika główny powód, dla którego robiłeś to wszystko.
To moment, w którym wiele osób wraca do punktu wyjścia, bo ich działania były oparte na czymś tymczasowym. Jeśli robisz coś żeby schudnąć, to naturalne jest, że przestajesz to robić, gdy już schudniesz. I właśnie dlatego tak wiele osób doświadcza efektu jo-jo, mimo że wiedzą, co działa.
Rozwiązaniem tego problemu nie jest więcej motywacji ani bardziej restrykcyjna dieta. Rozwiązaniem jest zmiana poziomu, na którym podejmujesz decyzje. Zamiast opierać je na celu, zaczynasz opierać je na tożsamości.
To bardzo praktyczna różnica.
Osoba, która jest na diecie, zadaje sobie pytanie:
„czy mogę to zjeść?”
Osoba, która zmieniła sposób myślenia, zadaje inne pytanie:
„czy ktoś, kim chcę być, podejmuje takie decyzje?”
W pierwszym przypadku decyzja zależy od chwilowej motywacji. W drugim — od spójności z własnymi standardami.
I to właśnie ta zmiana robi największą różnicę w długim okresie. Bo jeśli Twoje działania wynikają z tego, kim jesteś, nie potrzebujesz ciągłej mobilizacji. Nie potrzebujesz zaczynać od poniedziałku. Nie potrzebujesz wracać na właściwe tory, bo z nich nie schodzisz.
Najważniejszy wniosek z tej części:
nie utrzymasz efektów, jeśli zdrowe nawyki są dla Ciebie tymczasowe — utrzymasz je tylko wtedy, gdy staną się częścią tego, kim jesteś.
Podsumowanie: decyzja, której większość nie chce podjąć
Utrzymanie wagi nie jest trudniejsze dlatego, że wymaga więcej wiedzy. Nie jest też trudniejsze dlatego, że potrzebujesz lepszej diety czy mocniejszej motywacji. Jest trudniejsze, bo wymaga czegoś, czego większość osób próbuje uniknąć — trwałej zmiany sposobu życia.
Odchudzanie możesz potraktować jak projekt. Ma początek, przebieg i koniec. Możesz się spiąć, wytrzymać kilka miesięcy i zobaczyć efekt. Utrzymanie wagi tak nie działa. Nie ma końca. Nie ma momentu, w którym możesz powiedzieć „zrobione”. Jest tylko codzienność i decyzje, które ją tworzą.
Dlatego tak wiele osób wpada w ten sam schemat. Skupiają się na redukcji, ignorując to, co będzie później. Osiągają cel, wracają do „normalności” i po czasie wracają też do starej wagi. Nie dlatego, że są słabi. Dlatego, że próbują rozwiązać długoterminowy problem krótkoterminowym podejściem.
Jeśli chcesz, żeby ten proces wyglądał inaczej, musisz podjąć decyzję, której większość ludzi nie podejmuje. Nie chodzi o to, czy jesteś w stanie schudnąć. Chodzi o to, czy jesteś gotowy żyć w sposób, który pozwoli Ci tę wagę utrzymać — nie przez kilka tygodni, ale przez lata.
Bo prawda jest prosta i niewygodna jednocześnie:
Twoje efekty nie zależą od tego, co robisz przez 3 miesiące — zależą od tego, jak żyjesz przez kolejne 10 lat.
Bibliografia
obrazek wyróżniający: Zdjęcie dodane przez www.kaboompic s.com:
https://www.pexels .com/pl-pl/zdjecie/mezczyzna-jedzenie-odchudzanie-talia-5714314/
[1] https://pubmed.ncbi.nlm.nih .gov/22029981/
[2] https://pubmed.ncbi.nlm.nih .gov/20479763/
[3] https://pubmed.ncbi.nlm.nih .gov/16002825/
[4] https://pubmed.ncbi.nlm.nih .gov/21677272/
[5] https://pubmed.ncbi.nlm.nih .gov/27136388/







