Witamina D – może zagrozić męskości?

Tytuł Was zainteresował? Zastanawiacie się czy w gąszczu informacji dotyczących zbawiennego wpływu suplementacji witaminy D na zdrowie pojawiają się ciemne chmury? Jak to zwykle bywa nic nie może być „tylko cudowne”, podobnie jak „tylko paskudne” (choć tu można by dyskutować bo takie np. wielonienasycone kwasy tłuszczowe o konfiguracji trans żadnych wykazanych dotychczas pozytywów nie mają). Jednak tak, z witaminą D można przesadzić, a jej podaż nie powinna być bezrefleksyjna.

 

Witamina D

W czasach kiedy uczęszczałem do szkoły średniej i podstawówki o witaminie D nie mówiło się za wiele (a przynajmniej nie na tym poziomie edukacji). Główne informacje jakie posiedliśmy to jej wpływ przeciwkrzywiczy, a także możliwość zapobiegania osteomalacji i osteoporozie. W skrócie – witamina D odpowiadała za metabolizm wapniowo-fosforanowy i… tyle. Nie sposób odmówić kalcyferolowi wspomnianej roli, co to to nie, jednak w ciągu ostatnich lat świadomość jego roli w ustroju zdecydowanie wzrosła. Odkryto plejotropowy (ogólnoustrojowy, wielokierunkowy)  wpływ witaminy D na ustrój człowieka. Udokumentowano jej istotną rolę w funkcjonowaniu układu immunologicznego i hormonalnego, poziom odżywienia kalcyferolem wiązano także z poziomem testosteronu, maksymalną zdolnością poboru tlenu, w skrócie – formą sportową, jak również ryzykiem rozwoju depresji. Gdyby przejrzeć doniesienia naukowe z ostatnich 10 lat (no, może nieco starsze również) – odnajdziemy gro prac łączących poziom odżywienia witaminą D z poszczególnymi funkcjami organizmu i ryzykiem rozwoju (lub przebiegiem) rozmaitych jednostek chorobowych. W roku 2013 miała miejsce publikacja pierwszych „głośnych” (szeroko omawianych i przytaczanych) zaleceń suplementacyjnych dotyczących witaminy D. W roku 2018 ukazała się aktualizacja wspomnianych rekomendacji. Zgodnie z wytycznymi w miesiącach innych niż letnie (lub latem również jeśli stosujemy filtry przeciwsłoneczne lub nie pokazujemy się na dworze, ewentualnie gdy pogoda nie sprzyja) powinniśmy przyjmować 800-2000 j.m. witaminy D/d, w zależności od masy ciaŁa i poziomu pobrania tego składnika wraz z dietą. U osób otyłych, ze względu na możliwość wiązania witaminy D w tkance tłuszczowej, górny poziom suplementacji wynosi 4000 j.m./d, która to wartość jest uznana za maksymalną bezpieczną wg Europejskiego Urzędu d.s. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA).

O ile rekomendacje dotyczące suplementacji obejmują dawki bardzo rozsądne i podkreślane jest wielokrotnie, że warto oznaczać poziom aktywnego metabolitu witaminy D i dążyć do konkretnych jego stężeń, a nie łykać witaminę na oślep, o tyle internet aż kipi od rozmaitych domorosłych znawców zalecających leczenie hiperdawkami schorzeń wszelkiego typu. Bez trudu natkniecie się o protokoły oparte o bagatela 10000 j.m./d, stwierdzenia, iż na świecie można by „wyplenić doszczętnie nowotwory” jeśli tylko podnieść by odpowiednio poziom odżywienia witaminą D wszystkich populacji. Co prawda na niektórych ze stron prezentujących tak lekkomyślne podejście do bezpiecznego poziomu spożycia witaminy D trąbią także o możliwości wyleczenia nowotworu przyprawami z MSM i sodą oczyszczoną, ale cóż – zanim traficie na tego typu bzdury może wpaść Wam w ręce rekomendacja dotycząca witaminy D, która… Może zrobić Wam kuku. Ale o tym za chwilę.

Witamina D3 – 2000 j.m.

Choroba Peyroniego

Jest to stosunkowo rzadko spotykana choroba urologiczna, dotykająca mężczyzn (niby rzadką, ale dane są ograniczone, częstość występowania szacuje się na 0,4-9% populacji mężczyzn), najczęściej po 50-tce, ale czasem i młodszych. Prowadzi do skrzywienia prącia, a finalnie może uniemożliwiać odbywanie zbliżeń intymnych. Nazywana jest inaczej stwardnieniem plastycznym prącia. Przebieg choroby obejmuje postępujące włóknienie osłonki białawej, co prowadzi do zmiany kształtu narządu, z biegiem czasu do wystąpienia bólu, a u niektórych – zaburzenia erekcji.

Nie do końca wiemy skąd ta choroba „się bierze”. Literatura mówi o powodach pod postacią powtarzalnych uszkodzeń mikro-naczyniowych oraz urazów osłonki białawej, powodujących przetrwały stan zapalny. Zakłada się, że choroba ta przebiega ze skrzywieniem prącia wynikłym z nadmiernego rozwoju osłonki białkowej ciał jamistych u osób bez wrodzonych wad cewki moczowej – ciekawskich i wytrzymałych zapraszam do zgłębienia literatury podanej pod tekstem, opatrzonej fotodokumentacją przypadków chorych.

Leczenie obejmuje głównie farmakoterapię (we wczesnym stadium) oraz leczenie chirurgiczne. Nie będę się wybitnie rozwodził nad stosowanymi terapiami, z ciekawostek dodam jedynie, że podejmowano próby leczenia skrzywienia plastycznego prącia witaminą E, estrami karnityny oraz tamoksyfenem. Niestety wyniki badań z użyciem tych środków nie napawały optymizmem i dawały rozbieżne wyniki, przez co w aktualnych rekomendacjach andrologicznych odradza się ich stosowanie. Jedynym lekiem zatwierdzonym przez Amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) jest na ten moment kolagenaza Clostridium – oczyszczony enzym bakteryjny wybiórczo działającym na struktury kolagenu, tworzące płytki włókniste. Europejska Agencja Leków (EMA) nie zatwierdziła dotychczas żadnego z leków do stosowania w chorobie Peyroniego.

 

Brak tłustych ryb w diecie? Omega-3 na ratunek!

Choroba Peyroniego i witamina D – co je łączy?

10 lipca opublikowano pracę mającą na celu sprawdzenie czy wyższe stężenie witaminy D może wpływać ba ryzyko rozwoju choroby Peyroniego. Zależność wydawała by się całkiem logiczna – witamina D może odpowiadać za mineralizację nie tylko tkanek twardych, ale także odkładanie wapnia w tkankach miękkich – stąd często podawanie hiperdawek witaminy D określa się jako ryzykowne/szkodliwe nefrologicznie i/lub kardiologicznie – ze względu na możliwość uszkodzenia nerek i/lub układu sercowo-naczyniowego. Eksperyment przeprowadzono z udziałem 103 osób chorych oraz 162 zdrowych. Oceniano stężenia metabolitu witaminy D (25(OH)D3), poziom cholesterolu całkowitego oraz frakcji HDL i LDL, a także testosteronu i trójglicerydów. Analiza wykazała istotnie wyższe poziomy odżywienia witaminą D osób chorych (32,6+-7,9 ng/ml u chorych i 18,5+-6,6 ng/ml u zdrowych), a autorzy podkreślają występowanie istotnego związku pomiędzy częstością występowania plastycznego skrzywienia prącia i wyższym poziomem metabolitu witaminy D w osoczu. Co ciekawe – poziomy 25(OH)D3 u osób chorych nie wykraczały poza docelowe wartości rekomendowane dla populacji.

D3+K2MK7 w jednej kapsułce

Co to znaczy? Czyli krótkie podsumowanie i nutka refleksji

Czy powyższe doniesienia powinny skłonić nas do zaprzestania suplementacji kalcyferolem? ABSOLUTNIE NIE. Aktualne wytyczne opracowane są na podstawie analizy wieloośrodkowych eksperymentów i lat obserwacji. Nie ma tam miejsca na domysły i przypadek, jest jednak oczywiście miejsce na „niepoznane”. Nikt nie stwierdzi z całą pewnością, ze w kolejnych aktualizacjach rekomendacje nie ulegną zmianom, zalecane dawki nie zostaną obniżone, ani że przyjmowanie witaminy D nie zostanie „wzbogacone” o witaminę K. O niej doniesienia naukowe mówią coraz więcej i wydawać się może, że rzeczywiście „coś w tym jest”, jednak na tę chwilę mamy zdecydowanie zbyt mało pewnych informacji i dobrych metodologicznie, długofalowych badań by zalecać włączenie witaminy K do suplementacji witaminą D.

Jednocześnie warto zważyć na możliwe konsekwencje szafowania lekką ręką kalcyferolem. To witamina rozpuszczalna w tłuszczach. W sumie nawet nie witamina a prehormon o bardzo szerokim wpływie na organizm. „Pozbycie się” nadmiaru nie jest dla organizmu tak proste jak witamin z grupy B czy witaminy C, a skutki przedawkowania mogą być nie tylko niebezpieczne dla zdrowia, ale także życia. Pozostaje mieć się na baczności, wystrzegać szemranych zaleceń z zakątków internetowych czeluści bzdur i kierować się oficjalnymi rekomendacjami i stanowiskami grup eksperckich, opracowywanych na podstawie badań klinicznych i meta-analiz. Pamiętajcie – internet to miejsce w którym pisać może każdy, podobnie każdy może pod tekst wkleić randomowe linki jako „referencje”. Jeśli „nowinka” nakłaniająca Was do zmiany dotychczasowych, konsultowanych ze specjalistą, praktyk/nawyków, pochodzi właśnie z zakątków internetu lub, co gorsza, stron dotyczących holistycznych, alternatywnych i „jedynych dobrych” metod terapeutycznych – odpuśćcie ją sobie, potraktujcie jako ciekawostkę i przed wprowadzeniem jakichkolwiek zmian mogących wpłynąć na Wasze zdrowie i życie – poczekajcie na publikację naukowych doniesień w tej materii.

 

Literatura:

https://journals.viamedica.pl/endokrynologia_polska/article/view/EP.2013.0012/32393

http://mavipuro.pl/jourarch/PN2018001.pdf

https://efsa.onlinelibrary.wiley.com/doi/epdf/10.2903/j.efsa.2018.5365

http://www.przeglad.amp.edu.pl/uploads/2016/1/97_1_46_2016.pdf

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1111/and.13368

http://www.postepyandrologii.pl/pdf/05-06-2018_PAO_Rekomendacje-medyczne_5-1-2018.pdf

http://www.wple.net/plek/numery_2013/numer-4-2013/195-198.pdf

http://www.przeglad.amp.edu.pl/uploads/2016/1/97_1_46_2016.pdf

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1111/and.13368

 

Paweł Szewczyk - parę słów o autorze:

Dietetyk praktyk i pasjonat naukowego podejścia. Doktorant w Zakładzie Dietetyki Katedry Gastroenterologii i Hepatologii, prelegent wielu konferencji, autor tekstów popularnonaukowych oraz artykułów naukowych. Szkoleniowiec sportowców, trenerów i dietetyków Na co dzień zgłębiam tajniki żywienia i suplementacji w sporcie, a także znaczenie snu i wpływ na regenerację senną poprzez dietę, suplementację i modyfikacje stylu życia. Po więcej informacji zapraszam: https://www.facebook.com/PawelSzewczykDietetyk/ https://www.instagram.com/pawel_szewczyk_dietetyk/ Zobacz pozostałe posty tego autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *