Na jakie suplementy uważać przy terapii antydepresantami SSRI i SNRI - Testosterone Wiedza

Kategorie

Najczęściej czytane

Na jakie suplementy uważać przy terapii antydepresantami SSRI i SNRI

Photo by Nick Fewings on Unsplash

 

Leki z grupy SSRI i SNRI należą do najczęściej stosowanych metod farmakoterapii depresji i zaburzeń lękowych. Działają na układy neuroprzekaźnikowe, przede wszystkim serotoninowy, a w przypadku SNRI również noradrenergiczny. To ważne, bo wiele suplementów reklamowanych jako „na nastrój”, „na stres”, „na sen” albo „na równowagę psychiczną” też wpływa na te same szlaki biologiczne. Problem nie polega więc na tym, że suplement jest „mocny” albo „słaby”, lecz na tym, że może dorzucać organizmowi kolejny bodziec w tym samym kierunku. W efekcie rośnie ryzyko działań niepożądanych, a czasem także poważnych interakcji. W dodatku same SSRI mogą zwiększać skłonność do krwawień poprzez zaburzenie funkcji płytek krwi, więc niebezpieczne bywają nie tylko suplementy „serotoninowe”, ale także te, które wpływają na krzepnięcie.

To właśnie dlatego przy terapii przeciwdepresyjnej nie wystarczy pytać: „czy ten suplement jest naturalny?”. Lepiej zapytać: „na jaki układ działa i czy nie robi czegoś podobnego do mojego leku?”. Z klinicznego punktu widzenia najważniejsze są dwa główne scenariusze. Pierwszy to nadmierna stymulacja serotoninowa, która może doprowadzić do zespołu serotoninowego. Drugi to zwiększona skłonność do krwawień, szczególnie gdy do SSRI lub SNRI dokładane są substancje osłabiające agregację płytek albo przyjmowane równolegle z aspiryną, ibuprofenem, naproksenem czy lekami przeciwkrzepliwymi. Objawy zespołu serotoninowego zwykle pojawiają się szybko, często w ciągu godzin, czasem do jednej doby od dodania nowej substancji lub zwiększenia dawki.

 

Dlaczego interakcje z suplementami bywają tak podstępne?

Wokół suplementów panuje osobliwy paradoks. Z jednej strony są postrzegane jako coś delikatnego, niemal „spożywczego”. Z drugiej wiele z nich ma realną aktywność farmakologiczną. Część nasila syntezę serotoniny, część hamuje jej wychwyt zwrotny, część wpływa na enzymy wątrobowe odpowiedzialne za metabolizm leków, a część oddziałuje na płytki krwi i hemostazę. To oznacza, że dwa preparaty przyjmowane osobno mogą wydawać się względnie bezpieczne, a razem stają się problemem. Klinicznie najgroźniejsze jest to, że pierwsze sygnały interakcji mogą przypominać zwykłe pogorszenie samopoczucia: niepokój, drżenie, potliwość, biegunka, kołatanie serca czy bezsenność. Pacjent może wtedy uznać, że „depresja wraca”, „suplement się rozkręca” albo że to tylko stres. Tymczasem bywa to wczesny sygnał toksycznej kumulacji efektów.

W praktyce najrozsądniej patrzeć na suplementy nie przez pryzmat marketingu, lecz mechanizmu działania i jakości dowodów. Niektóre połączenia są na tyle dobrze udokumentowane i mechanistycznie sensowne, że należy je po prostu omijać. Inne nie są absolutnie zakazane, ale powinny zapalać lampkę ostrzegawczą, bo istnieją opisy przypadków, sygnały farmakokinetyczne albo pojedyncze badania kliniczne sugerujące realny problem. Jeszcze inne mają raczej mniejsze ryzyko, ale stają się kłopotliwe w określonych sytuacjach, na przykład przed zabiegiem, przy równoległym stosowaniu leków przeciwbólowych z grupy NLPZ lub u osób, które już wcześniej miały krwawienia z przewodu pokarmowego.

 

Największe ryzyko

Dziurawiec – klasyczny przykład złego pomysłu

Dziurawiec zwyczajny jest chyba najbardziej znanym ziołem „na obniżony nastrój”, ale jednocześnie to właśnie on jest podręcznikowym przykładem suplementu, którego nie należy dorzucać do SSRI ani SNRI na własną rękę. Problem ma dwa wymiary. Po pierwsze, dziurawiec sam wpływa na układy monoaminowe i może zwiększać serotoninergiczne działania niepożądane. Po drugie, wchodzi w liczne interakcje metaboliczne i może osłabiać skuteczność wielu leków poprzez wpływ na enzymy oraz transportery, w tym P-gp. NCCIH wprost ostrzega, że połączenie dziurawca z niektórymi antydepresantami może prowadzić do potencjalnie zagrażającego życiu wzrostu stężenia serotoniny, a objawy mogą wystąpić w ciągu minut lub godzin. Co ważne, dziurawiec nie jest problematyczny wyłącznie przez nasilenie działań niepożądanych leku przeciwdepresyjnego. On jest problematyczny dlatego, że może jednocześnie „mieszać” w farmakodynamice i farmakokinetyce. To szczególnie zły kandydat do samodzielnego eksperymentowania.

W popularnych rozmowach o dziurawcu często pojawia się argument, że „przecież to roślina stosowana od dawna”. Tyle że historia stosowania nie unieważnia interakcji. W rzeczywistości długi czas obecności na rynku bywa wręcz źródłem fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Dziurawiec potrafi wpływać na skuteczność leków antykoncepcyjnych, warfaryny, digoksyny, części leków przeciwwirusowych czy onkologicznych, a w psychiatrii jego dokładanie do leków serotoninergicznych jest jedną z najbardziej sensownych rzeczy do odradzenia. Jeżeli ktoś przyjmuje SSRI albo SNRI, dziurawiec powinien być traktowany nie jako „ziołowa pomoc”, lecz jako realne źródło interakcji.

 

5-HTP – ryzyko interakcji

5-HTP ma wizerunek suplementu prostego i logicznego: skoro serotonina bywa kojarzona z nastrojem, to dostarczenie jej prekursora wydaje się intuicyjne. Właśnie w tym tkwi problem. 5-HTP nie jest „łagodnym dodatkiem”, tylko związkiem bezpośrednio osadzonym w szlaku syntezy serotoniny. W literaturze opisano przypadki serotonin toxicity po połączeniu SSRI z suplementem zawierającym 5-HTP, w tym cięższe przebiegi z rabdomiolizą. To nie znaczy, że każda osoba po takim połączeniu natychmiast rozwinie dramatyczny obraz kliniczny. Znaczy to jednak, że mechanizm jest wiarygodny, a ryzyko wystarczająco realne, by nie polecać takiego zestawu bez nadzoru lekarza.

Szczególnie zdradliwe jest to, że 5-HTP często występuje w preparatach wieloskładnikowych. Pacjent kupuje „formułę na sen”, „mood support” albo „calm complex” i nawet nie zauważa, że w środku jest substancja działająca na ten sam układ co jego lek. To właśnie dlatego przy SSRI i SNRI nie wystarczy omijać preparatów podpisanych wielkim drukiem „5-HTP”. Trzeba czytać cały skład, również małe litery. Gdy do leku serotoninergicznego dokładamy kolejny element zwiększający pulę serotoniny, organizm nie dostaje „dwóch połówek bezpieczeństwa”, tylko dwa nakładające się mechanizmy działania.

 

Olej rybi od Apollo’s Hegemony – wsparcie samopoczucia i zdrowia mózgu – KUP TUTAJ

 

L-tryptofan – starszy, ale wciąż istotny prekursor

L-tryptofan bywa przedstawiany jako bardziej „żywieniowy” i mniej agresywny niż 5-HTP, bo przecież jest aminokwasem obecnym w diecie. To jednak nie zmienia faktu, że suplementacyjny tryptofan jest substratem w szlaku prowadzącym do syntezy serotoniny. Już starsze przeglądy dotyczące łączenia tryptofanu z lekami przeciwdepresyjnymi podkreślały, że ryzyko zespołu serotoninowego jest niewielkie, ale realne. Późniejsze przeglądy patofizjologii serotonin syndrome również wymieniają wzrost podaży L-tryptofanu jako jeden z mechanizmów mogących przesuwać układ w stronę nadmiernej stymulacji serotoninowej. To nie jest więc substancja, którą warto dokładać do SSRI lub SNRI tylko dlatego, że „to przecież aminokwas”. W farmakologii punkt wejścia do szlaku ma znaczenie, a nie tylko etykieta marketingowa.

Dla przeciętnego użytkownika najważniejsze jest zrozumienie jednej rzeczy: fakt, że coś jest naturalnym związkiem obecnym w żywności, nie oznacza automatycznie bezpieczeństwa w dawkach suplementacyjnych i w połączeniu z lekiem psychiatrycznym. Tryptofan z kolacji i kapsułka tryptofanu nie są tym samym klinicznym zjawiskiem. W pierwszym przypadku działa cała matryca pokarmowa, tempo wchłaniania i relatywnie umiarkowana ilość. W drugim pojawia się skoncentrowana dawka dokładana do terapii, która już celuje w serotoninę. To właśnie ten kontekst decyduje o ryzyku.

 

Umiarkowane ryzyko

Rhodiola rosea – mniej danych, ale wystarczająco dużo, by zachować dystans

Rhodiola ma opinię adaptogenu, który „wspiera odporność na stres”, poprawia energię i czasem pomaga przy obniżonym nastroju. Problem w tym, że nie jest substancją obojętną neurochemicznie. Opis przypadku opublikowany w 2015 roku dotyczył 68-letniej kobiety, u której po dołączeniu rhodioli do paroksetyny pojawiły się objawy interpretowane jako zespół serotoninowy. To ważny sygnał, ale uczciwie trzeba dodać, że baza dowodowa nie jest tu tak mocna jak przy dziurawcu czy 5-HTP. Nawet raport EMA zaznacza, że kliniczna istotność części obserwowanych interakcji pozostaje niejasna i że przy standardowych warunkach stosowania nie wykazano ogólnie klinicznie istotnych interakcji. Innymi słowy: nie mamy tu „twardego zakazu” na poziomie porównywalnym z dziurawcem, ale mamy wystarczający powód, by nie traktować rhodioli jako niewinnej herbatki do dowolnego dokładania do SSRI.

Rhodiola dobrze pokazuje, dlaczego warto odróżniać poziom ryzyka od poziomu pewności. Ryzyko umiarkowane nie oznacza, że substancja jest bezpieczna. Oznacza raczej, że mamy mniej dowodów, ale część z nich jest na tyle niepokojąca, że rozsądek kliniczny nakazuje ostrożność. Jeżeli ktoś stosuje lek przeciwdepresyjny i szuka „czegoś na energię”, rhodiola może wydawać się kusząca. Tyle że właśnie w takich sytuacjach pacjenci najczęściej bagatelizują pierwsze objawy interakcji, tłumacząc je pobudzeniem, stresem albo „rozkręcaniem się adaptogenu”. To zły moment na intuicję.

 

SAMe

SAMe jest ciekawym przypadkiem, bo nie pasuje ani do kategorii „na pewno nie”, ani do kategorii „spokojnie można”. Z jednej strony są badania, w których SAMe stosowano jako dodatek do inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny i obserwowano korzystny efekt kliniczny oraz dobrą tolerancję. Z drugiej strony nowsze randomizowane badanie adjunctive nie wykazało przewagi nad placebo i odnotowało jeden przypadek objawów przypominających zespół serotoninowy. To właśnie dlatego SAMe powinno być traktowane jako interwencja potencjalnie interesująca z naukowego punktu widzenia, ale nie jako bezpieczny suplement do samodzielnego dorzucenia do leku „bo przecież jest przebadany”.

W praktyce największy błąd polega tu na uproszczeniu: „skoro SAMe bywa badane razem z SSRI, to znaczy, że można je łączyć”. Nie. To znaczy jedynie tyle, że w kontrolowanych warunkach klinicznych badano taką strategię u wybranych pacjentów. To zupełnie co innego niż samodzielna suplementacja w domu, bez oceny dawki leku, historii działań niepożądanych, obecności choroby afektywnej dwubiegunowej czy innych stosowanych preparatów. Badanie kliniczne nie jest automatycznie przepustką do codziennej samoleczenia. Właśnie dlatego SAMe ląduje w kategorii umiarkowanego ryzyka: nie dlatego, że jest „toksyczne”, ale dlatego, że granica między potencjalną korzyścią a problemem wymaga nadzoru medycznego.

 

CBD – wpływ na metabolizm leku

CBD jest dobrym przykładem tego, że interakcja nie musi polegać na bezpośrednim dokładaniu serotoniny. Czasem wystarczy, że suplement utrudni metabolizm leku. Badania wskazują, że CBD może hamować enzymy CYP2C19 i CYP3A4, a w jednym badaniu istotnie hamowało metabolizm citalopramu i escitalopramu. Opisano też przypadek, w którym dodanie CBD do długo stosowanej sertraliny wiązało się z hiponatremią i zaburzeniami poznawczymi, interpretowanymi jako wynik interakcji zależnej od CYP2C19. To oznacza, że CBD może nie tyle „dodać serotoniny”, ile zwiększyć ekspozycję organizmu na sam antydepresant, a tym samym nasilić jego działania niepożądane.

To ważna korekta dla popularnej narracji, według której CBD jest po prostu „uspokajające”. Z punktu widzenia psychofarmakologii istotniejsze jest pytanie, czy w danym przypadku nie zmienia stężenia leku w organizmie. U części osób problem może być niewielki, u innych większy, zwłaszcza jeśli lek jest metabolizowany przez CYP2C19, jeśli dawki CBD są wysokie albo jeśli dochodzą różnice genetyczne w metabolizmie. Dlatego CBD nie jest może klasycznym przykładem zakazanego serotonergicznego dodatku, ale zdecydowanie nie zasługuje na status neutralnego suplementu przy SSRI czy SNRI.

 

Kreatyna od Testosterone.pl – suplement mogący wspierać proces leczenia depresji – KUP TUTAJ

 

Mniejsze ryzyko

 

Czosnek, miłorząb i głóg – mniej o nastroju, bardziej o hemostazie

Nie wszystkie ryzykowne suplementy przy terapii SSRI/SNRI działają przez serotoninę. Część zwiększa obawy raczej z powodu wpływu na płytki krwi i krwawienie. Tu na pierwszy plan wysuwają się czosnek, miłorząb japoński i głóg. Przegląd dotyczący suplementów a krwawienia wskazywał, że czosnek i głóg są silnie związane z krwawieniami okołooperacyjnymi niezależnie od antykoagulantów. W odniesieniu do miłorzębu dane są bardziej mieszane, ale literatura dotycząca interakcji preparatów roślinnych z lekami psychotropowymi opisywała powikłania krwotoczne jako jedną z częstszych konsekwencji łączenia ginkgo z SSRI lub SNRI. Tu ważny jest kontekst: same SSRI mogą zwiększać ryzyko krwawienia z górnego odcinka przewodu pokarmowego, a ryzyko rośnie dodatkowo przy równoległym stosowaniu NLPZ, leków przeciwpłytkowych i przeciwkrzepliwych. Suplement z potencjałem przeciwpłytkowym nie musi więc być bardzo silny, by dołożyć kolejną cegiełkę do problemu.

Ta kategoria jest „mniejszego ryzyka” nie dlatego, że krwawienie jest mało groźne, ale dlatego, że same dowody na bezpośrednią interakcję z SSRI/SNRI są zwykle słabsze albo bardziej zależne od kontekstu niż w przypadku dziurawca czy 5-HTP. Innymi słowy, nie u każdej osoby na sertralinie kapsułka z czosnkiem spowoduje problem. Ale u kogoś, kto bierze jeszcze ibuprofen na ból, ma w wywiadzie chorobę wrzodową, zbliża się do zabiegu stomatologicznego albo stosuje aspirynę, znaczenie takiego dodatku rośnie. To właśnie przykład interakcji, która nie jest spektakularna na ulotce, ale bywa klinicznie istotna w realnym życiu.

 

Omega-3 – dobry przykład, że ostrożność nie powinna zamieniać się w straszenie

W popularnych zestawieniach omega-3 bywają wrzucane do worka z suplementami „rozrzedzającymi krew”. Naukowo obraz jest bardziej uspokajający. Systematyczne przeglądy i metaanalizy nie wykazały ogólnego wzrostu ryzyka krwawienia przy suplementacji omega-3, choć wysokie dawki oczyszczonego EPA mogą nieznacznie zwiększać to ryzyko. To ważne, bo pokazuje różnicę między mitem a precyzyjną oceną ryzyka. W standardowych dawkach omega-3 nie należą do suplementów, których trzeba panicznie unikać podczas terapii SSRI czy SNRI. Nadal jednak warto zachować ostrożność przy bardzo wysokich dawkach, przed zabiegami oraz wtedy, gdy równolegle stosowane są klasyczne leki zwiększające krwawienie.

To rozróżnienie jest istotne także z psychologicznego punktu widzenia. Zbyt szerokie listy „zakazanych” suplementów obniżają wiarygodność zaleceń, bo pacjent widzi, że wrzucono do jednego worka zarówno dziurawiec z realnym ryzykiem zespołu serotoninowego, jak i omega-3, dla których dane są znacznie łagodniejsze. Lepsze podejście polega na stopniowaniu ryzyka. Nie wszystko jest równie niebezpieczne, ale też nie wszystko jest równie neutralne. I właśnie ten niuans ma największą wartość praktyczną.

 

Witamina D3 od Testosterone.pl – wsparcie ogólnego zdrowia psychofizycznego – KUP TUTAJ

 

Na co uważać w praktyce?

Najważniejsza zasada brzmi banalnie, ale działa: każdy suplement wpływający na nastrój, stres, sen albo „wyciszenie” należy traktować jak substancję aktywną, a nie jak niewinny dodatek. Szczególną ostrożność trzeba zachować wobec preparatów wieloskładnikowych, ponieważ to właśnie one najczęściej ukrywają 5-HTP, tryptofan, rhodiolę albo mieszanki ziołowe, których użytkownik nie kojarzy z ryzykiem interakcji. Drugim czerwonym światłem są objawy pojawiające się szybko po rozpoczęciu suplementacji: pobudzenie, nasilony niepokój, drżenie, wzmożona potliwość, biegunka, kołatanie serca, bezsenność, wzmożone odruchy, klonus, sztywność mięśni czy gorączka. Taki obraz powinien kierować myślenie nie w stronę „to pewnie przejściowe”, lecz w stronę możliwej interakcji serotoninergicznej.

Równie ważne są sygnały krwawienia: łatwe siniaczenie, częste krwawienia z nosa, krwawienie z dziąseł, smoliste stolce, fusowate wymioty albo nietypowo obfite krwawienia po zabiegach. Przy SSRI lub SNRI nie należy ignorować takich objawów, szczególnie gdy równolegle przyjmowane są preparaty czosnku, miłorzębu, głogu lub inne środki mogące wpływać na hemostazę. W praktyce klinicznej właśnie pozornie drobne dodatki często umykają w wywiadzie, bo pacjent mówi o „lekach”, ale nie wspomina o kapsułkach kupionych bez recepty. Tymczasem dla bezpieczeństwa terapii to też są istotne dane.

 

Najważniejszy wniosek

Najmocniej nie warto łączyć z SSRI i SNRI tych suplementów, które wprost zwiększają aktywność serotoninową lub mogą wyraźnie ją nasilać: przede wszystkim dziurawca, 5-HTP i L-tryptofanu. Umiarkowaną, ale realną ostrożność trzeba zachować wobec rhodioli, SAMe i CBD, bo tu problem wynika albo z opisów przypadków, albo z możliwego wpływu na metabolizm leków, albo z obu mechanizmów jednocześnie. Mniejsze, bardziej warunkowe ryzyko dotyczy suplementów wpływających na krwawienie, takich jak czosnek, miłorząb czy głóg, zwłaszcza u osób stosujących równolegle NLPZ, aspirynę, leki przeciwkrzepliwe albo szykujących się do zabiegu. Omega-3 są dobrym przykładem, że nie wszystko trzeba demonizować: standardowe dawki nie wydają się zwiększać ogólnego ryzyka krwawienia, choć bardzo wysokie dawki wymagają rozsądku.

Najkrócej mówiąc, podczas terapii SSRI lub SNRI warto bać się nie „suplementów” jako takich, lecz suplementów działających na te same układy co lek albo zmieniających jego metabolizm i bezpieczeństwo. To właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa farmakologia, nawet jeśli na opakowaniu widnieje słowo „naturalny”.

 

 

 

Bibliografia:

Boyer, E. W., & Shannon, M. (2005). The serotonin syndrome. The New England Journal of Medicine, 352(11), 1112–1120. doi:10.1056/NEJMra041867

Birmes, P., Coppin, D., Schmitt, L., & Lauque, D. (2003). Serotonin syndrome: A brief review. CMAJ, 168(11), 1439–1442.

Volpi-Abadie, J., Kaye, A. M., & Kaye, A. D. (2013). Serotonin syndrome. Ochsner Journal, 13(4), 533–540.

Hammerness, P., Basch, E., Ulbricht, C., Barrette, E. P., Foppa, I., Basch, S., Bent, S., Boon, H., & Ernst, E. (2003). St. John’s wort: A systematic review of adverse effects and drug interactions for the consultation psychiatrist. Psychosomatics, 44(4), 271–282. doi:10.1176/appi.psy.44.4.271

Borrelli, F., & Izzo, A. A. (2009). Herb-drug interactions with St John’s wort (Hypericum perforatum): An update on clinical observations. The AAPS Journal, 11(4), 710–727. doi:10.1208/s12248-009-9146-8

Lantz, M. S., Buchalter, E., & Giambanco, V. (1999). St. John’s wort and antidepressant drug interactions in the elderly. Journal of Geriatric Psychiatry and Neurology, 12(1), 7–10. doi:10.1177/089198879901200103

Young, S. N. (2003). Are SAMe and 5-HTP safe and effective treatments for depression? Journal of Psychiatry & Neuroscience, 28(6), 471. doi:10.1139/jpn.0357

Patel, Y. A., & Marzella, N. (2017). Dietary supplement-drug interaction-induced serotonin syndrome progressing to acute compartment syndrome. The American Journal of Case Reports, 18, 926–930. doi:10.12659/AJCR.904375

Maniscalco, I., Toffol, E., Giupponi, G., & Conca, A. (2015). [The interaction of Rhodiola rosea and antidepressants. A case report]. Neuropsychiatrie, 29(1), 36–38. doi:10.1007/s40211-014-0124-8

Le, T. T., McGrath, S. R., & Fasinu, P. S. (2022). Herb-drug interactions in neuropsychiatric pharmacotherapy: A review of clinically relevant findings. Current Neuropharmacology, 20(9), 1736–1751. doi:10.2174/1570159X19666210809100357

Anderson, L. L., Doohan, P. T., Oldfield, L., Kevin, R. C., Arnold, J. C., Berger, M., Amminger, G. P., & McGregor, I. S. (2021). Citalopram and cannabidiol: In vitro and in vivo evidence of pharmacokinetic interactions relevant to the treatment of anxiety disorders in young people. Journal of Clinical Psychopharmacology, 41(5), 525–533. doi:10.1097/JCP.0000000000001427

Nanan, J., Crosby, S., & Schuh, M. J. (2022). Hyponatremic cognitive dysfunction resulting from drug-drug-gene interaction between sertraline and cannabidiol in an intermediate CYP2C19 metabolizer patient. Innovations in Pharmacy, 13(3), Article 2. doi:10.24926/iip.v13i3.4890

Hatfield, J., Saad, S., & Housewright, C. (2022). Dietary supplements and bleeding. Proceedings (Baylor University Medical Center), 35(6), 802–807. doi:10.1080/08998280.2022.2121575

Stanger, M. J., Thompson, L. A., Young, A. J., & Lieberman, H. R. (2012). Anticoagulant activity of select dietary supplements. Nutrition Reviews, 70(2), 107–117. doi:10.1111/j.1753-4887.2011.00444.x

Nochaiwong, S., Ruengorn, C., Awiphan, R., Chai-Adisaksopha, C., Tantraworasin, A., Phosuya, C., Kanjanarat, P., Chongruksut, W., Sood, M. M., & Thavorn, K. (2022). Use of serotonin reuptake inhibitor antidepressants and the risk of bleeding complications in patients on anticoagulant or antiplatelet agents: A systematic review and meta-analysis. Annals of Medicine, 54(1), 80–97. doi:10.1080/07853890.2021.2017474

 

https://www.instagram.com/karol.skotniczny/
Nazywam się Karol i jestem związany z treningiem siłowym od 2012 roku. Nie twierdzę bynajmniej, że jest to moje jedyne zainteresowanie. Choć grunt pod mój ogólny rozwój budował się w oparciu o podnoszenie ciężarów i kształtowanie sylwetki to był to jedynie zalążek. Obecnie to wszelaki przejaw asymilacji literatury naukowej idealnie odzwierciedla moje podejście do sportu i zachowania zdrowia. Zgłębianie teorii by móc użyć ją w praktyce, jest dla mnie kluczowe w kontekście moich zainteresowań takich jak żywienie, trening siłowy, przygotowanie motoryczne i szeroko rozumiane wsparcie zdolności wysiłkowych.

    Dodaj swój komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.*