Jak osiągnąć stan „flow” czyli wiedza o głębokiej pracy - Testosterone Wiedza

Kategorie

Najczęściej czytane

Jak osiągnąć stan „flow” czyli wiedza o głębokiej pracy

Photo by Solen Feyissa on Unsplash

 

Prawdopodobnie każdy choć raz doświadczył sytuacji, w której świat na chwilę jakby przestał istnieć. Piszesz tekst, programujesz, grasz na instrumencie, analizujesz dane albo rozwiązujesz problem i nagle orientujesz się, że minęły dwie godziny. Nie sprawdzałeś telefonu. Nie zastanawiałeś się, czy chce ci się pracować. Nie liczyłeś minut do przerwy. Kolejne działania niemal same wynikały z poprzednich, a granica między „myśleniem o tym, co trzeba zrobić” a samym robieniem zaczęła się zacierać. To trochę tak, jakby przez większość dnia umysł przypominał samochód poruszający się przez zatłoczone centrum miasta — co chwilę światła, skrzyżowania i konieczność podejmowania decyzji — a następnie nagle wjechał na pustą autostradę. Nadal wykonuje pracę, być może nawet bardzo intensywną, ale tarcie znika. Psychologia od kilkudziesięciu lat próbuje zrozumieć właśnie to doświadczenie. Dzisiaj nazywamy je najczęściej stanem flow.

Samo zjawisko jest jednak znacznie starsze niż jego naukowa nazwa. Joshua Gold i Joseph Ciorciari w przeglądzie dotyczącym neuronauki flow zwracają uwagę, że opisy stanów przypominających całkowite pochłonięcie czynnością pojawiały się na długo przed powstaniem współczesnej psychologii. Można je odnaleźć w relacjach dotyczących doświadczeń duchowych czy transcendentalnych. W XX wieku podobny kierunek pojawił się w psychologii humanistycznej, między innymi w koncepcji „peak experiences” Abrahama Maslowa. Dopiero jednak Mihály Csikszentmihalyi zaczął systematycznie opisywać szczególny rodzaj optymalnego doświadczenia, który z czasem otrzymał nazwę flow. W kulturze popularnej to samo zjawisko funkcjonuje pod wieloma innymi określeniami: „being in the zone”, „in the groove”, „in the moment”. Różne nazwy opisują w gruncie rzeczy podobne doświadczenie — moment, w którym uwaga zwęża się do wykonywanej czynności, a działanie nabiera wyjątkowej płynności.

Rozwój badań nad flow jest ciekawy również dlatego, że naukowcy od początku mierzyli się z pewnym paradoksem. Chcemy dokładnie zbadać stan, którego jedną z najważniejszych cech jest to, że człowiek przestaje analizować samego siebie. To trochę jak próba sprawdzenia, czy ktoś zasnął, poprzez pytanie go co trzydzieści sekund: „Śpisz już?”. Pierwsze badania opierały się więc przede wszystkim na wywiadach i kwestionariuszach. Później Larson i Csikszentmihalyi rozwinęli metodę experience sampling, w której uczestnicy w różnych momentach dnia raportowali swoje aktualne doświadczenia. Powstały również skale pozwalające oceniać intensywność flow po zakończeniu zadania. Problem pozostawał jednak ten sam: jeżeli w środku pracy poprosimy człowieka o ocenę stopnia koncentracji, możemy samym pomiarem wyrwać go z koncentracji. W kolejnych dekadach badacze zaczęli więc sięgać po EEG, fMRI, fNIRS oraz inne metody psychofizjologiczne, próbując zajrzeć „pod maskę” stanu flow bez konieczności ciągłego pytania człowieka o to, co właśnie czuje. Nadal jednak nie istnieje jeden, powszechnie zaakceptowany neurobiologiczny podpis flow.

Co ciekawe, flow szybko przestało być traktowane jako ciekawostka dotycząca artystów albo sportowców. Zaczęto obserwować je w edukacji, muzyce, grach komputerowych, sporcie, biznesie czy pracy intelektualnej. Szczególnie intrygujące były wyniki badań pokazujące, że flow wcale nie musi być domeną czasu wolnego. Przywoływane przez Golda i Ciorciariego klasyczne badanie Csikszentmihalyiego i LeFevre’a wskazywało wręcz, że doświadczenia flow występowały około trzykrotnie częściej podczas pracy niż podczas rekreacji. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne. Przecież odpoczynek kojarzymy z przyjemnością, a pracę z wysiłkiem. Tyle że właśnie tutaj kryje się istota flow. Najbardziej angażujące doświadczenie nie powstaje wtedy, gdy nic od nas nie wymaga, ale wtedy, gdy zadanie stawia przed nami wymagania wystarczająco duże, by całkowicie pochłonąć nasze zasoby, a jednocześnie nie przekracza naszych możliwości.

 

Czym właściwie jest flow?

To prowadzi do najważniejszego pytania: czym właściwie jest flow? W języku codziennym bardzo łatwo pomylić je po prostu z koncentracją. Można jednak przez godzinę z dużym wysiłkiem skupiać się na nudnej tabeli Excela i wcale nie doświadczać flow. Można też realizować coś, co popularnie nazwalibyśmy „deep work”, ale cały czas czuć wysiłek, kontrolować zegarek i zmuszać się do pozostania przy zadaniu. Głębokie skupienie jest ważnym elementem flow, lecz nie jest z nim tożsame. Flow jest szerszym stanem doświadczenia. To nie tylko reflektor uwagi skierowany na jeden punkt, ale moment, w którym reflektor, scena i aktor zaczynają działać jak jeden system.

W klasycznym ujęciu można rozdzielić warunki poprzedzające flow od tego, jak flow jest odczuwane. Bartholomeyczik, Knierim i Weinhardt wskazują trzy podstawowe warunki: jasny cel, szybki i zrozumiały feedback oraz odpowiednie dopasowanie trudności zadania do umiejętności. Dopiero kiedy ten fundament zostanie zbudowany, mogą pojawiać się charakterystyczne elementy samego doświadczenia: bardzo silna koncentracja, zlanie działania ze świadomością, ograniczenie samoobserwacji, poczucie kontroli, zmiana odczuwania czasu oraz autoteliczność, czyli sytuacja, w której wykonywanie czynności staje się nagradzające samo w sobie.

Można wyobrazić sobie flow jako ogień. Koncentracja jest płomieniem, który widzimy, ale sam płomień nie pojawi się bez odpowiednich warunków. Potrzebujemy paliwa, tlenu i źródła zapłonu. W flow takim paliwem jest odpowiednie wyzwanie, źródłem zapłonu jasny cel, a tlenem informacja zwrotna pozwalająca na bieżąco korygować działanie. Kiedy jednego z tych elementów brakuje, możesz siedzieć przed zadaniem godzinami, ale ogień nie chce się rozpalić.

 

Olej rybi od Apollo’s Hegemony – kwasy tłuszczowe wspierające zdrowie mózgu – KUP TUTAJ

 

Gdzie znajduje się strefa flow?

Szczególnie ważna jest relacja między poziomem wyzwania a poziomem umiejętności. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych elementów teorii Csikszentmihalyiego. Wyobraź sobie grę komputerową, w której od pierwszej minuty przeciwnicy są praktycznie niemożliwi do pokonania. Zamiast flow szybko pojawia się frustracja lub niepokój. Teraz wyobraź sobie odwrotną sytuację: jesteś doświadczonym graczem, ale przez dwie godziny musisz wykonywać zadanie przeznaczone dla początkującego. Nie pojawia się niepokój, ale równie szybko pojawia się nuda. Flow znajduje się pomiędzy tymi skrajnościami. Zadanie musi być trochę jak dobrze ustawiony ciężar na sztandze: na tyle duży, żeby wymusić pełne zaangażowanie, ale nie tak ciężki, żeby każda próba kończyła się porażką. Co ważne, liczy się nie tylko obiektywna trudność. Liczy się to, jak człowiek postrzega własne umiejętności i wymagania zadania.

Z tego powodu flow nie jest stanem, który możemy po prostu włączyć przyciskiem. Nie wystarczy usiąść o ósmej rano i powiedzieć sobie: „przez następne dwie godziny będę w flow”. Możemy natomiast zrobić coś bardziej realistycznego — zbudować środowisko, w którym prawdopodobieństwo jego wystąpienia znacząco wzrośnie. To ważne rozróżnienie. Rolnik nie może rozkazać roślinie, żeby natychmiast rosła, ale może zapewnić jej wodę, światło i odpowiednią glebę. Podobnie jest z głębokim skupieniem.

 

Jasny cel – mózg musi wiedzieć, dokąd zmierza

Pierwszym elementem tej gleby jest jasny cel. „Popracuję nad książką” jest z punktu widzenia flow kiepskim poleceniem. Umysł nie wie, co właściwie oznacza sukces. Czy masz przeczytać materiały? Napisać stronę? Poprawić rozdział? Stworzyć strukturę? Cel powinien znajdować się wystarczająco blisko, aby mózg mógł nieustannie oceniać postęp. „W ciągu tej sesji napiszę pierwszą wersję fragmentu opisującego mechanizm X” jest znacznie lepsze. Zamiast patrzeć na szczyt góry przykryty chmurami, widzisz kolejny punkt szlaku.

To nie jest wyłącznie zdroworozsądkowa rada. W przeglądzie dotyczącym flow w pracy autorzy opisują badanie, w którym pracownicy przez pięć kolejnych poranków zapisywali trzy cele na dany dzień. Tak niewielka interwencja wiązała się ze wzrostem flow, a wraz z nim z korzystniejszymi wynikami dotyczącymi zaangażowania, stresu i wykonywania pracy. Nie oznacza to oczywiście, że zapisanie trzech zdań w notesie jest magicznym przełącznikiem produktywności. Pokazuje natomiast, jak duże znaczenie może mieć usunięcie niejednoznaczności dotyczącej tego, co właściwie robimy.

 

Informacja zwrotna

Drugim filarem jest informacja zwrotna. Flow lubi zadania, które „odpowiadają”. Programista uruchamia kod i od razu widzi, czy działa. Pianista słyszy zagraną nutę. Sportowiec natychmiast czuje rezultat ruchu. W pracy intelektualnej feedback jest często bardziej rozmyty, dlatego trzeba go świadomie tworzyć. Pisząc tekst, możesz obserwować, czy udało ci się logicznie zamknąć kolejną część argumentacji. Analizując dane, możesz definiować kolejne pytania, na które analiza ma odpowiedzieć. Ucząc się, możesz rozwiązywać problemy zamiast jedynie czytać kolejne strony. Feedback jest jak tablica wyników podczas meczu. Bez niej możesz biegać bardzo intensywnie, ale trudno ocenić, czy zbliżasz się do zwycięstwa.

Praca Hui i współpracowników idzie jeszcze krok dalej. Autorzy analizują flow jako coś, czemu można sprzyjać poprzez samoregulację. Ich przegląd wyłonił cztery duże obszary: motywację, uwagę, dopasowanie wyzwania do umiejętności oraz strategie metapoznawcze. W praktyce oznacza to, że przed rozpoczęciem zadania warto nie tylko wiedzieć, co chcemy zrobić, ale również zapytać: czy to zadanie jest dla mnie wystarczająco trudne? Czy mam warunki, aby utrzymać uwagę? Skąd będę wiedział, czy robię postęp? Co zrobię, jeśli utknę?

 

Uwaga nie jest nieskończona

Najbardziej oczywistym z tych elementów jest uwaga, ale właśnie tutaj współczesne środowisko pracy najmocniej działa przeciwko flow. Nasza uwaga przypomina reflektor, który może bardzo dobrze oświetlić niewielki fragment sceny. Problem pojawia się wtedy, kiedy co kilkadziesiąt sekund ktoś obraca reflektor w inną stronę. Powiadomienie na telefonie, wiadomość, e-mail, kolejna karta przeglądarki, pytanie współpracownika, szybkie sprawdzenie mediów społecznościowych. Każdy z tych bodźców mówi mózgowi: „to może być ważniejsze niż to, czym zajmujesz się teraz”.

Neuronalnie można spojrzeć na to jak na konkurencję między sterowaniem uwagą „z góry” i „z dołu”. Procesy top-down pomagają nam świadomie utrzymywać cel i kierować uwagę na to, co postanowiliśmy zrobić. Procesy bottom-up przechwytują ją w odpowiedzi na bodźce wyraziste i potencjalnie istotne — choćby charakterystyczny dźwięk telefonu. Problem z powiadomieniami polega więc na tym, że próbujemy jednocześnie prowadzić samochód po wybranej trasie i co chwilę pozwalamy przypadkowym billboardom przejmować kierownicę.

Dlatego jedną z najbardziej praktycznych strategii nie jest trenowanie heroicznej „silnej woli”, ale restrukturyzacja środowiska. Hui i współpracownicy zwracają uwagę na ograniczanie dystraktorów jako jeden z podstawowych sposobów wspierania skupienia. Ich przykłady są banalnie proste: wybrać miejsce sprzyjające pracy i wyłączyć powiadomienia z mediów społecznościowych. Właśnie ta banalność jest cenna. Jeśli telefon leży obok i co chwilę się podświetla, próbujesz wygrać pojedynek z dobrze zaprojektowanym bodźcem dziesiątki razy w ciągu godziny. Jeżeli telefon jest poza zasięgiem, nie musisz wygrywać ani razu. Zamiast wzmacniać bramkarza, po prostu zamykasz część bramek.

To prowadzi do ważnej zasady: ochrona koncentracji powinna zaczynać się przed koncentracją. Gdy flow już się pojawi, każda świadoma czynność niezwiązana z zadaniem może je przerwać. Bartholomeyczik i współpracownicy zwracają uwagę, że interwencje mające podtrzymywać flow nie mogą same domagać się dużej ilości uwagi. Jeśli co dziesięć minut masz sprawdzać aplikację i oceniać, czy nadal jesteś wystarczająco skoncentrowany, przypomina to człowieka, który co chwilę rozcina kokon, żeby zobaczyć, czy motyl już się rozwija. Najlepiej przygotować warunki wcześniej: zamknąć komunikatory, ustalić cel, przygotować materiały i dopiero wtedy wejść w zadanie.

 

Różeniec górski od Apollo’s Hegemony – suplement zwiększający codzienną witalność – KUP TUTAJ

 

Flow wymaga odpowiedniego poziomu trudności

Trzeci element to regulowanie trudności. Jeżeli podczas pracy zaczynasz się nudzić, rozwiązaniem nie zawsze musi być przerwa. Czasem problemem jest to, że zadanie stało się zbyt łatwe. Hui i współpracownicy przywołują koncepcję „challenge seeking”: można szukać trudniejszych materiałów albo wykonać proste zadanie w bardziej wymagający sposób. Z drugiej strony, jeśli poziom trudności jest tak wysoki, że przez kilkanaście minut nie masz pojęcia, co zrobić dalej, samo zmuszanie się do dalszego patrzenia na ekran nie zwiększa prawdopodobieństwa flow. Należy wtedy obniżyć próg wejścia: rozbić problem na mniejsze części, wrócić do materiału podstawowego, znaleźć przykład rozwiązania albo rozwinąć brakującą umiejętność.

To ostatnie jest szczególnie ważne, bo flow nie zastępuje kompetencji. Czasami kultura produktywności przedstawia głęboką pracę trochę tak, jakby wystarczyło zgasić światło, założyć słuchawki i przez trzy godziny zostać geniuszem. Tymczasem badania sugerują coś mniej efektownego, ale znacznie bardziej użytecznego: łatwiej wejść w płynną pracę nad czymś, co potrafimy już robić wystarczająco dobrze. Eksperckość zmienia charakter wysiłku.

 

Co dzieje się w mózgu, kiedy praca zaczyna się flow?

Dobrym przykładem jest nauka jazdy samochodem. Początkujący kierowca myśli niemal o wszystkim: sprzęgło, bieg, lusterko, prędkość, kierunkowskaz, samochód z lewej strony. Każdy element domaga się osobnego miejsca na mentalnym biurku. Doświadczony kierowca wykonuje dużą część tych samych czynności automatycznie. Gold i Ciorciari opisują właśnie proces stopniowego przenoszenia wyuczonych wzorców działania z bardziej świadomego, kontrolowanego sposobu przetwarzania w stronę procesów zautomatyzowanych. Dzięki praktyce złożona sekwencja może zostać „spakowana” w większe jednostki. To trochę jak zamiana kilkudziesięciu luźnych plików na jeden dobrze skompresowany folder. Pamięć robocza nie musi już pilnować każdego elementu osobno i może przeznaczyć zasoby na wyższy poziom zadania.

Właśnie tutaj pojawia się jeden z najciekawszych neurobiologicznych tropów dotyczących flow. Jedna z hipotez, transient hypofrontality hypothesis, zakłada, że podczas flow część jawnej kontroli wykonywanej przez struktury przedczołowe może zostać czasowo ograniczona. Mniej zasobów zajmuje wtedy analizowanie samego siebie, werbalizowanie każdego kroku czy świadome kontrolowanie dobrze wyuczonych czynności, a większą rolę mogą odgrywać szybsze, zautomatyzowane procesy. W metaforycznym ujęciu dyrygent nie znika z orkiestry, ale przestaje wydawać osobną instrukcję każdemu muzykowi przed każdą nutą.

Trzeba jednak uważać, aby nie zamienić tego w kolejną atrakcyjną „neurolegendę”. Druga ważna koncepcja — synchronization theory of flow — sugeruje raczej zwiększoną efektywność współpracy i synchronizacji pomiędzy sieciami neuronalnymi. Wyniki EEG, fMRI i fNIRS nie pozwalają obecnie sprowadzić flow do prostego hasła w rodzaju „wyłączenia kory przedczołowej”. Badania nad neurobiologią flow nadal rozwijają się, a różne modele otrzymują częściowe wsparcie. Pewniejsze jest natomiast ogólniejsze spostrzeżenie: praktyka i automatyzacja mogą zmniejszać konieczność ciągłego świadomego kontrolowania podstawowych elementów działania, co tworzy korzystniejsze warunki dla płynnego wykonywania złożonego zadania.

 

Dlaczego ogromny wysiłek może wydawać się niemal bezwysiłkowy?

Jest jeszcze jeden paradoks flow, który bardzo dobrze tłumaczy pracę wykonywaną na wysokim poziomie: flow czuje się lekko, ale wcale nie musi być lekkie. Hui i współpracownicy podkreślają, że określenie „effortless” może być mylące. Ludzie w flow nadal wkładają w zadanie dużo wysiłku. Różnica polega na sposobie, w jaki ten wysiłek jest interpretowany. Jeżeli każda jednostka wysiłku wydaje się bezsensowną walką, szybko zaczynamy odczuwać zmęczenie i chęć przerwania zadania. Jeżeli natomiast wysiłek jest bezpośrednio związany z wartościowym celem i widzimy postęp, jego subiektywny koszt może być znacznie mniejszy.

Wyobraź sobie dwóch ludzi wiosłujących z identyczną siłą. Jeden płynie bez celu pod prąd. Drugi widzi linię mety i z każdym ruchem obserwuje, jak się do niej zbliża. Fizycznie obaj wykonują pracę. Psychologicznie ich doświadczenia mogą być zupełnie odmienne. Flow nie oznacza więc wyłączenia silnika. Bardziej przypomina sytuację, w której silnik pracuje bardzo mocno, ale przestajesz słyszeć jego hałas, ponieważ cała energia ma wyraźny kierunek. Hui i współpracownicy opisują nawet rozróżnienie pomiędzy flow, które „po prostu się wydarza”, a bardziej celowym „making it happen” — stanem, do którego można zbliżać się poprzez świadome regulowanie zadania, środowiska i własnego działania.

 

Jak w praktyce przygotować sesję głębokiej pracy?

W praktyce oznacza to, że bardzo dobry rytuał głębokiej pracy można zbudować bez żadnego mistycyzmu. Najpierw wybierasz jedno konkretne zadanie, które znajduje się nieco powyżej poziomu całkowitej łatwości, ale wciąż pozostaje w zasięgu twoich aktualnych możliwości. Następnie definiujesz widoczny punkt końcowy. Nie „popracować nad prezentacją”, lecz na przykład „stworzyć logiczną pierwszą wersję pięciu slajdów wyjaśniających mechanizm”. Potem usuwasz z otoczenia wszystko, co może automatycznie przejąć uwagę. Nie liczysz na to, że będziesz trzydzieści razy odporny na telefon — sprawiasz, że telefon nie ma trzydziestu okazji do ataku. Następnie upewniasz się, że zadanie ma jakiś mechanizm informacji zwrotnej. Musisz wiedzieć, czy idziesz we właściwą stronę. Jeżeli po pewnym czasie okazuje się zbyt łatwe, zwiększasz wyzwanie. Jeżeli jest zdecydowanie zbyt trudne, nie traktujesz frustracji jako dowodu braku dyscypliny, lecz jako informację, że aktualna relacja między umiejętnościami i wymaganiami jest źle ustawiona.

Hui i współpracownicy przedstawiają podobną sekwencję na przykładzie nauki programowania. Człowiek najpierw wybiera możliwe do opanowania wyzwanie, następnie ustala konkretny cel, w razie potrzeby rozbija go na mniejsze cele, reorganizuje środowisko tak, aby ograniczyć zachowania niezwiązane z zadaniem, stosuje odpowiednie strategie uczenia się, śledzi postęp i korzysta z informacji zwrotnej. Po opanowaniu jednego poziomu może zwiększyć trudność i rozpocząć kolejny cykl. Autorzy porównują to do procesu spiralnego: wracamy do podobnego schematu, ale za każdym razem na wyższym poziomie kompetencji.

To prawdopodobnie najbardziej użyteczny sposób myślenia o flow: nie jako o miejscu, do którego trzeba dotrzeć, lecz jako o fali, którą trzeba nauczyć się łapać. Surfer nie tworzy fali. Może jednak wybrać odpowiednie miejsce, rozpoznać jej nadejście, ustawić deskę, nabrać prędkości i nie wykonywać w ostatniej chwili ruchów, które wyrzucą go z równowagi. Podobnie nie możemy zagwarantować sobie flow na żądanie, ale możemy bardzo mocno zmieniać prawdopodobieństwo jego wystąpienia.

 

L-teanina z dodatkiem inozytolu od Apollo’s Hegemony – suplement zwiększający zdolność skupienia – KUP TUTAJ

 

Flow nie powinno trwać cały dzień

Warto przy tym uważać na jeszcze jedną pułapkę współczesnej kultury produktywności: przekonanie, że celem powinno być przebywanie w flow przez cały dzień. Nie powinno. Bartholomeyczik i współpracownicy wyraźnie zaznaczają, że flow jest stanem optymalnym, a nie stanem bazowym. Jego utrzymywanie wiąże się z wydatkowaniem energii i może prowadzić do znacznego zmęczenia. Praca na granicy kompetencji oznacza również większe ryzyko błędów. Presja organizacyjna, zgodnie z którą każdy pracownik powinien być nieustannie „w strefie”, może paradoksalnie zamienić ideę flow w kolejne źródło stresu.

Dlatego głębokie skupienie warto traktować bardziej jak trening wysokiej jakości niż jak stan, w którym powinniśmy przebywać od rana do wieczora. Nie każda aktywność wymaga pełnego zanurzenia. Odpowiedzi na rutynowe wiadomości, administracja czy proste czynności organizacyjne nie muszą wywoływać flow. Próba uczynienia z każdego zadania „optymalnego doświadczenia” jest trochę jak próba biegania każdego kilometra treningu w tempie rekordu życiowego. Znacznie rozsądniej jest chronić najlepsze zasoby uwagi dla pracy, w której rzeczywiście robią różnicę.

 

Deep work i flow

I prawdopodobnie właśnie tutaj nauka o flow spotyka się z popularną ideą deep work. Nie są to pojęcia identyczne. Głęboka praca może być świadomie zaplanowanym okresem pozbawionej dystraktorów koncentracji, nawet jeżeli nie pojawia się utrata poczucia czasu czy charakterystyczne poczucie płynności. Flow można natomiast traktować jako szczególny stan, który czasami wyrasta z takich warunków. Deep work jest przygotowaniem boiska; flow jest meczem, który czasem zaczyna układać się idealnie.

Jeżeli więc chcesz częściej doświadczać flow, nie zaczynaj od pytania: „Jak zmusić mózg do flow?”. Zacznij od prostszych pytań. Czy dokładnie wiem, co mam teraz osiągnąć? Czy zadanie wymaga ode mnie wystarczająco dużo, żeby pochłonąć uwagę, ale nie tak dużo, żebym nie wiedział, od czego zacząć? Czy otrzymuję wystarczająco szybką informację o postępie? Czy moje środowisko chroni uwagę, czy wystawia ją na licytację pomiędzy dziesiątkami bodźców? Czy posiadam podstawowe umiejętności pozwalające części działania wykonywać automatycznie? I wreszcie: kiedy zacznie pojawiać się płynność, czy potrafię jej po prostu nie przeszkadzać?

Ostatnie pytanie może być najważniejsze. W codziennym życiu bardzo często nie przegrywamy walki o skupienie dlatego, że nie potrafimy się skoncentrować. Przegrywamy dlatego, że zanim koncentracja zdąży nabrać rozpędu, sami wciskamy hamulec. Sprawdzamy wiadomość. Zmieniamy zadanie. Otwieramy kolejną kartę. Zaczynamy poprawiać coś, co nie ma znaczenia. Głębokie skupienie potrzebuje ciągłości podobnie jak ogień potrzebuje czasu, żeby rozpalić większe kawałki drewna. Ciągłe rozpoczynanie od nowa pozostawia nas na etapie iskry.

 

Nie szukaj flow tylko stwórz odpowiednie warunki

Flow nie jest zatem tajemniczym superstanem dostępnym wyłącznie wybitnym sportowcom, artystom czy programistom. Jednocześnie nie jest też hackiem produktywności, który można uruchomić odpowiednią playlistą i kubkiem kawy. Z trzech omawianych przeglądów wyłania się znacznie bardziej interesujący obraz. Flow jest efektem dopasowania człowieka, zadania i środowiska. Potrzebuje celu, wyzwania, kompetencji, informacji zwrotnej i przestrzeni dla nieprzerwanej uwagi. W miarę rozwoju umiejętności część działania staje się automatyczna, dzięki czemu świadoma kontrola przestaje pilnować każdego szczegółu. Wysiłek nie znika, ale zaczyna być odbierany inaczej, ponieważ każdy kolejny krok ma sens i prowadzi w określonym kierunku.

Można powiedzieć, że zwykła praca często przypomina pchanie ciężkiego wózka po nierównej drodze: część energii zużywamy na zadanie, ale ogromna część ginie na tarcie — rozproszenie, niepewność, ciągłe przełączanie uwagi, zbyt łatwe albo zbyt trudne wymagania i brak informacji o postępie. Flow nie sprawia, że wózek staje się lekki. Sprawia raczej, że droga staje się gładka, koła ustawiają się we właściwym kierunku, a cała siła, którą i tak wkładasz w pracę, zaczyna przesuwać cię do przodu. I właśnie dlatego najlepszą strategią osiągania głębokiego skupienia nie jest obsesyjne szukanie flow. Jest nią konsekwentne usuwanie wszystkiego, co uniemożliwia mu się pojawić.

 

Bibliografia:

Gold, J., & Ciorciari, J. (2020). A review on the role of the neuroscience of flow states in the modern world. Behavioral Sciences, 10(9), 137.

Bartholomeyczik, K., Knierim, M. T., & Weinhardt, C. (2023). Fostering flow experiences at work: A framework and research agenda for developing flow interventions. Frontiers in Psychology, 14, 1143654.

Hui, L., Rovers, S. F. E., van Merriënboer, J. J. G., Donkers, J., & de Bruin, A. B. H. (2025). Self-regulation of flow: Creating “seemingly effortless” learning among higher education students. International Journal of Educational Research, 131, 102573.

Csikszentmihalyi, M., & LeFevre, J. (1989). Optimal experience in work and leisure. Journal of Personality and Social Psychology, 56(5), 815–822.

Engeser, S., & Rheinberg, F. (2008). Flow, performance and moderators of challenge-skill balance. Motivation and Emotion, 32, 158–172.

Fong, C. J., Zaleski, D. J., & Leach, J. K. (2015). The challenge-skill balance and antecedents of flow: A meta-analytic investigation. The Journal of Positive Psychology, 10(5), 425–446.

Fullagar, C. J., & Kelloway, E. K. (2009). “Flow” at work: An experience sampling approach. Journal of Occupational and Organizational Psychology, 82(3), 595–615.

Weintraub, J., Cassell, D., & DePatie, T. P. (2021). Nudging flow through ‘SMART’ goal setting to decrease stress, increase engagement, and increase performance at work. Journal of Occupational and Organizational Psychology, 94(2), 230–258.

Hohnemann, C., Schweig, S., Diestel, S., & Peifer, C. (2022). How feedback shapes flow experience in cognitive tasks: The role of locus of control and conscientiousness. Personality and Individual Differences, 184, 111166.

de Sampaio Barros, M. F., Araújo-Moreira, F. M., Trevelin, L. C., & Radel, R. (2018). Flow experience and the mobilization of attentional resources. Cognitive, Affective, & Behavioral Neuroscience, 18, 810–823.

Dietrich, A. (2004). Neurocognitive mechanisms underlying the experience of flow. Consciousness and Cognition, 13(4), 746–761.

Ulrich, M., Keller, J., Hoenig, K., Waller, C., & Grön, G. (2014). Neural correlates of experimentally induced flow experiences. NeuroImage, 86, 194–202.

Katahira, K., Yamazaki, Y., Yamaoka, C., Ozaki, H., Nakagawa, S., & Nagata, N. (2018). EEG correlates of the flow state: A combination of increased frontal theta and moderate frontocentral alpha rhythm in the mental arithmetic task. Frontiers in Psychology, 9, 300.

Huskey, R., Craighead, B., Miller, M. B., & Weber, R. (2018). Does intrinsic reward motivate cognitive control? A naturalistic-fMRI study based on the synchronization theory of flow. Cognitive, Affective, & Behavioral Neuroscience, 18, 902–924.

Peifer, C., Wolters, G., Harmat, L., Heutte, J., Tan, J., Freire, T., et al. (2022). A scoping review of flow research. Frontiers in Psychology, 13, 815665.

Nazywam się Karol i jestem związany z treningiem siłowym od 2012 roku. Nie twierdzę bynajmniej, że jest to moje jedyne zainteresowanie. Choć grunt pod mój ogólny rozwój budował się w oparciu o podnoszenie ciężarów i kształtowanie sylwetki to był to jedynie zalążek. Obecnie to wszelaki przejaw asymilacji literatury naukowej idealnie odzwierciedla moje podejście do sportu i zachowania zdrowia. Zgłębianie teorii by móc użyć ją w praktyce, jest dla mnie kluczowe w kontekście moich zainteresowań takich jak żywienie, trening siłowy, przygotowanie motoryczne i szeroko rozumiane wsparcie zdolności wysiłkowych.

    Dodaj swój komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.*