Monitorowanie zmęczenia w sporcie - co mówi nauka na dzień dzisiejszy? - Testosterone Wiedza

Kategorie

Najczęściej czytane

Monitorowanie zmęczenia w sporcie – co mówi nauka na dzień dzisiejszy?

Photo by Braden Collum on Unsplash

 

W sporcie zmęczenie nie jest wrogiem, którego trzeba za wszelką cenę unikać. W pewnym sensie jest ono ceną za rozwój. Trening działa właśnie dlatego, że narusza chwilową równowagę organizmu, a ciało odpowiada na ten bodziec adaptacją. Problem zaczyna się wtedy, gdy zmęczenie przestaje być elementem procesu, a staje się stanem, który obniża jakość treningu, wydajność startową, dostępność zawodnika do gry i w dłuższej perspektywie może zwiększać ryzyko urazu albo choroby. Właśnie dlatego monitorowanie zmęczenia stało się jednym z kluczowych tematów współczesnej nauki o sporcie, szczególnie w dyscyplinach, w których zawodnicy rywalizują często, mają mało czasu na regenerację i funkcjonują pod ciągłą presją wyniku. Autorzy jednego z najważniejszych przeglądów na ten temat podkreślają, że rosnące obciążenia meczowe i treningowe sprawiły, iż sztaby coraz intensywniej szukają metod pozwalających ocenić, czy zawodnik adaptuje się do wysiłku pozytywnie, czy też zaczyna wchodzić w strefę nadmiernego przeciążenia. Z kolei badanie ankietowe obejmujące praktyków sportu wyczynowego pokazało, że monitoring stał się już właściwie standardem pracy, bo wdraża go zdecydowana większość respondentów.

 

Czym właściwie jest zmęczenie sportowe

Najprostsza intuicja mówi, że zmęczenie to moment, w którym „nie ma już siły”. Tyle że w praktyce sportowej to pojęcie jest dużo bardziej złożone. Gdybyśmy chcieli robić to idealnie, musielibyśmy regularnie sprawdzać realną, maksymalną zdolność sportową zawodnika. Tyle że takie testowanie byłoby samo w sobie męczące, a w sezonie startowym często po prostu niemożliwe. Dlatego współczesny monitoring nie polega na szukaniu jednego magicznego wskaźnika. Raczej próbuje uchwycić zmęczenie pośrednio, przez zestaw sygnałów biologicznych, psychologicznych i funkcjonalnych.

To ważne, bo zmęczenie w sporcie nie jest zjawiskiem jednowymiarowym. Czasem objawia się pogorszeniem nastroju, czasem słabszą jakością snu, czasem zmianą tętna, czasem spadkiem mocy w skoku, a czasem po prostu tym, że zawodnik „niby trenuje normalnie”, ale wszystko kosztuje go więcej niż zwykle. Gdy patrzymy tylko na jeden wskaźnik, łatwo przeoczyć szerszy obraz. Dlatego sensowny monitoring zawsze próbuje odpowiedzieć nie na pytanie „czy zawodnik jest zmęczony”, ale raczej „jakiego rodzaju jest to zmęczenie, jak bardzo wpływa na funkcjonowanie i czy ma znaczenie praktyczne”.

 

Obciążenie zewnętrzne i wewnętrzne, czyli dlaczego ten sam trening nie męczy wszystkich tak samo

Jednym z fundamentów nowoczesnego podejścia do monitorowania zmęczenia jest rozróżnienie między obciążeniem zewnętrznym i wewnętrznym. Obciążenie zewnętrzne to po prostu to, co zawodnik wykonał. Może to być przebiegnięty dystans, liczba sprintów, tonaż na siłowni, czas spędzony w określonej intensywności albo liczba powtórzeń. Obciążenie wewnętrzne to z kolei odpowiedź organizmu na ten bodziec, czyli względne „koszty fizjologiczne” wykonanej pracy. Dwaj zawodnicy mogą zrobić pozornie ten sam trening, ale zapłacą za niego zupełnie inną cenę. Dla jednego będzie to bodziec rozwojowy, dla drugiego przeciążenie. Właśnie dlatego sama informacja o tym, co zostało wykonane, nie wystarcza. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak organizm to zniosł.

W sportach bardziej przewidywalnych, takich jak kolarstwo, relacja między obciążeniem zewnętrznym i wewnętrznym bywa stosunkowo czytelna. Jeśli znamy moc i czas, łatwiej powiązać koszt fizjologiczny z wykonanym zadaniem. W sportach zespołowych sytuacja jest dużo trudniejsza. Mecz i trening mają bardziej chaotyczny charakter, są pełne zmian tempa, kontaktów, decyzji i elementów taktycznych. To sprawia, że powiązanie pracy z odpowiedzią organizmu jest mniej oczywiste, a sam monitoring musi być prostszy, szybszy i na tyle mało obciążający, by nie dokładał kolejnego stresora do i tak napiętego mikrocyklu. Autorzy przeglądów naukowych podkreślają wręcz, że w takich warunkach najlepsze narzędzia to te, które są nieinwazyjne, łatwe do wdrożenia i możliwe do powtarzania nawet kilka razy w tygodniu.

 

Dlaczego monitorowanie zmęczenia jest dziś bardziej potrzebne niż kiedyś

W sporcie wyczynowym dawno minęły czasy, kiedy wystarczyło „trenować ciężko” i liczyć, że organizm sam sobie poradzi. Gęstszy kalendarz, większa intensywność gry, podróże, presja medialna, ograniczony czas snu i obowiązki pozasportowe sprawiają, że zawodnik nie jest obciążany wyłącznie treningiem. On funkcjonuje w stałym polu stresu. Z perspektywy sztabu problem nie polega więc tylko na tym, by dostarczać bodźców. Problem polega na tym, by wiedzieć, ile z tych bodźców zawodnik realnie może zaadaptować. W przeglądzie Thorpe’a i współpracowników wyraźnie podkreślono, że zarządzanie zmęczeniem ma znaczenie nie tylko dla samej formy sportowej, lecz także dla ograniczania podatności na przetrenowanie funkcjonalne, urazy i choroby.

Ciekawe jest też to, jak na ten problem patrzy praktyka. W badaniu ankietowym Taylor i współpracowników aż 91 procent respondentów deklarowało stosowanie jakiejś formy systemu monitorowania. Siedemdziesiąt procent twierdziło, że ich system w równym stopniu obejmuje zarówno kwantyfikację obciążenia, jak i ocenę zmęczenia oraz regeneracji. Najczęściej wskazywanymi celami monitoringu były ograniczanie urazów, ocena skuteczności programu treningowego, utrzymanie wydolności w okresie startowym i zapobieganie przetrenowaniu. To bardzo wymowne. Praktycy nie traktują monitoringu jako ciekawostki albo naukowego dodatku, lecz jako narzędzie zarządzania dostępnością zawodnika i jakością procesu treningowego.

 

Kreatyna od Testosterone.pl – wsparcie wysiłków o wysokiej intensywności – KUP TUTAJ

 

Najprostsze narzędzie często okazuje się najlepsze, czyli pytaj zawodnika

Jednym z najmocniejszych wniosków płynących z obu artykułów jest to, że subiektywne raporty zawodnika nie są gorszą, „miękką” formą monitoringu. Przeciwnie. Mogą być wyjątkowo użyteczne. W przeglądzie dotyczącym sportów zespołowych podkreślono, że miary samoopisowe bywają bardziej czułe na ostre i przewlekłe zmiany obciążenia niż wiele obiektywnych wskaźników fizjologicznych. W praktyce chodzi o proste pytania dotyczące poziomu zmęczenia, jakości snu, stresu, nastroju, samopoczucia czy bolesności mięśni. Takie narzędzia, jeśli są krótkie i dobrze osadzone w realiach danej drużyny, potrafią bardzo dobrze wychwytywać zmiany dzień po dniu, tydzień po tygodniu, a nawet w skali całego sezonu.

Badanie ankietowe pokazuje, że sztaby szkoleniowe intuicyjnie już to wiedzą. Spośród metod monitorowania zmęczenia najczęściej stosowano właśnie kwestionariusze samoopisowe. Korzystało z nich 84 procent respondentów, a ponad połowa zbierała takie dane codziennie. Najczęściej były to autorskie, krótkie formularze zawierające od 4 do 12 pozycji ocenianych na prostych skalach. Najważniejsze okazywały się nie skomplikowane konstrukcje psychologiczne, lecz rzeczy bardzo bliskie codziennemu funkcjonowaniu sportowca: bolesność mięśni, poczucie zmęczenia, jakość i długość snu oraz szeroko rozumiany wellness. Praktycy unikali rozbudowanych narzędzi głównie dlatego, że były za długie, zabierały czas i miały zbyt małą specyficzność sportową.

To dobra lekcja. Zawodnik nie potrzebuje rano wypełniać rozbudowanego testu psychometrycznego, jeśli można w ciągu minuty uzyskać cztery lub pięć wartościowych informacji. W sporcie wysokiego poziomu skuteczność narzędzia nie bierze się wyłącznie z jego teoretycznej trafności. Bierze się także z regularności stosowania, prostoty i gotowości zawodników do uczciwego odpowiadania. Właśnie tu pojawia się jedno z najciekawszych napięć opisanych w artykułach. Z naukowego punktu widzenia chcielibyśmy narzędzi walidowanych i precyzyjnych. Z praktycznego punktu widzenia potrzebujemy narzędzi, które ludzie rzeczywiście będą stosować.

 

Tętno, HRV i cały autonomiczny układ nerwowy. Obiecujące, ale nie zawsze jednoznaczne

Drugim często omawianym obszarem monitoringu są wskaźniki związane z autonomicznym układem nerwowym. W praktyce chodzi przede wszystkim o spoczynkowe tętno, tętno podczas wysiłku submaksymalnego, zmienność rytmu serca, czyli HRV oraz tempo powrotu tętna po wysiłku, czyli HRR. Brzmi to bardzo obiektywnie i nowocześnie, więc łatwo ulec pokusie uznania, że właśnie tutaj znajduje się święty Graal monitoringu. Problem w tym, że dane są dużo mniej jednoznaczne, niż sugeruje marketing technologii sportowych. Autorzy przeglądu wyraźnie zaznaczają, że zarówno tętno wysiłkowe, HRV, jak i HRR reagują na obciążenie, ale kierunek i wielkość tych zmian bywają niespójne, a w sportach zespołowych dowody są ograniczone.

Przykładowo, spadek tętna podczas standaryzowanego wysiłku bywa tradycyjnie interpretowany jako oznaka poprawy wydolności. Tyle że podobny spadek może występować także u zawodników przeciążonych, a jego źródłem nie musi być lepsza forma, lecz zmiany autonomiczne albo nawet zmiany objętości osocza. W części badań obserwowano zależności między HRV a obciążeniem treningowym, ale w innych nie notowano istotnych zmian w typowym tygodniu sezonowym. Podobnie z HRR. Potrafi reagować na obciążenie, lecz jego zachowanie nie zawsze jest łatwe do interpretacji. To oznacza, że wskaźniki sercowe mogą być użyteczne, ale raczej jako element układanki niż samodzielna odpowiedź na pytanie o stan zawodnika.

Bardzo ciekawe jest również to, że w praktyce szkoleniowej te wskaźniki nie dominują. W badaniu ankietowym częściej wykorzystywano testy submaksymalne niż klasyczne wskaźniki spoczynkowe, a same miary tętna i HRV nie były tak popularne, jak można by się spodziewać. Jednym z powodów wydaje się duża zmienność dobowo-dzienna i trudność w odróżnieniu prawdziwego sygnału od zwykłego szumu pomiarowego. Autorzy sugerują też, że w niektórych przypadkach sensowniejsze może być patrzenie na średnie tygodniowe albo średnie kroczące niż na pojedynczy poranny odczyt. To znowu pokazuje ważną zasadę. W monitoringu mniej chodzi o pojedynczy numer, a bardziej o wzorzec zmian w czasie.

 

Skok pionowy i testy neuromięśniowe. Dobre, ale tylko wtedy, gdy patrzymy głębiej niż na wysokość

Jeśli mielibyśmy wskazać najbardziej „sportowe” narzędzie monitorowania zmęczenia, wielu trenerów zapewne wybrałoby skok pionowy, zwłaszcza CMJ. I nie bez powodu. To szybki test, łatwy do wdrożenia, stosunkowo mało obciążający i dobrze wpisujący się w realia sportu zespołowego. Przegląd Thorpe’a pokazuje, że różne protokoły skokowe od lat wykorzystywano do oceny neuromięśniowego kosztu meczu i treningu, a spadki parametrów po rywalizacji mogą utrzymywać się nawet do 72 godzin. Problem polega jednak na tym, że sama wysokość skoku bardzo często nie jest wystarczająco czuła. W części badań nie zmieniała się mimo zmian obciążenia, a bardziej wartościowe okazywały się inne elementy analizy ruchu i generowania siły.

To jeden z ważniejszych praktycznych wniosków. Gdy sztab mówi, że „CMJ nic nie pokazuje”, nierzadko oznacza to tak naprawdę, że patrzy tylko na jeden parametr. Tymczasem w literaturze wskazuje się, że na zmęczenie mogą reagować takie zmienne jak czas fazy ekscentrycznej i koncentrycznej, czas do osiągnięcia szczytowej siły lub mocy, stosunek czasu lotu do czasu skurczu czy inne parametry z krzywej siła–czas. W jednym z cytowanych badań obniżenie dotyczyło aż 18 różnych zmiennych neuromięśniowych po intensywnym protokole wywołującym zmęczenie, mimo że sam ogólny obraz testu mógł wydawać się mniej oczywisty. Innymi słowy, nie wystarczy „zmierzyć skok”. Trzeba jeszcze wiedzieć, co w nim analizować.

Praktycy również to czują, choć nie zawsze mają jednoznaczne odpowiedzi. W badaniu ankietowym 61 procent respondentów stosowało testy wydolności funkcjonalnej, a w tej grupie najpopularniejsze były właśnie testy skokowe. Korzystano z różnych urządzeń, od mat kontaktowych po platformy sił reakcji podłoża i przetworniki liniowe. Jednak nawet tam, gdzie stosowano CMJ regularnie, nadal nie było pełnej zgody, które wskaźniki są najcenniejsze. W praktyce wiele osób śledziło więc równocześnie wysokość, moc, siłę i prędkość, próbując zrozumieć, który z tych parametrów rzeczywiście najlepiej odzwierciedla narastające zmęczenie.

 

Zakres ruchu i sygnały strukturalne. Proste pomiary, których nie warto lekceważyć

W dyskusjach o monitorowaniu zmęczenia często dominują technologie, algorytmy i biomarkery, a tymczasem jeden z ciekawszych tropów płynących z przeglądu dotyczy po prostu zakresu ruchu. Autorzy zwracają uwagę, że regularne pomiary ruchomości stawu lub elastyczności określonych okolic anatomicznych mogą dostarczać informacji o zmęczeniu strukturalnym i potencjalnym ryzyku urazu. W badaniach piłkarskich notowano obniżenie zakresu ruchu w stawie kolanowym do 48 godzin po meczu. W innych obserwacjach spadek zakresu odwodzicieli uda przekraczający 12,5 procent był traktowany jako istotna zmiana po meczu młodych piłkarzy.

To bardzo praktyczna wiadomość dla trenerów i fizjoterapeutów. Nie każdy sygnał zmęczenia musi przyjść z zegarka, platformy albo laboratorium. Czasem ciało po prostu staje się „mniej gotowe mechanicznie”. Jeśli zawodnik nie tylko czuje większą sztywność, ale rzeczywiście ma ograniczony zakres ruchu w kluczowej okolicy, może to być bardzo istotny sygnał ostrzegawczy. Takie testy mają tę zaletę, że są szybkie, tanie i bliskie codziennej praktyce medyczno-trenerskiej. Oczywiście same w sobie nie odpowiedzą na wszystkie pytania, ale świetnie uzupełniają obraz, zwłaszcza wtedy, gdy celem jest nie tylko zarządzanie formą, lecz także ograniczanie ryzyka problemów mięśniowo-ścięgnistych.

 

Kwasy Omega-3 od Apollo’s Hegemony – wsparcie procesów regeneracji mięśniowej – KUP TUTAJ

 

Biochemia kusi precyzją, ale rzadko wygrywa z logistyką

Wielu osobom monitoring zmęczenia kojarzy się z pobieraniem krwi, oznaczaniem kinazy kreatynowej, kortyzolu, testosteronu czy markerów zapalnych. Takie podejście ma intuicyjny urok, bo liczby laboratoryjne wydają się twarde, precyzyjne i „bardziej naukowe” niż odpowiedź zawodnika na pytanie o samopoczucie. Problem w tym, że rzeczywistość jest bardziej złożona. W przeglądzie dotyczącym sportów zespołowych podkreślono, że mimo ogromnej liczby badań nie udało się wskazać jednego definitywnego markera zmęczenia. Owszem, wiadomo mniej więcej, jak po meczu zachowują się niektóre wskaźniki, na przykład CK, IL-6, CRP czy kwas moczowy, ale interpretacja tych zmian nie jest prosta, a ich użyteczność w codziennym prowadzeniu zespołu bywa ograniczona.

Dobrze widać to także w ankiecie wśród praktyków. Tylko czterech respondentów deklarowało wykorzystanie profilowania hormonalnego jako stałego elementu monitoringu. Powody były bardzo przyziemne i bardzo rozsądne. Analizy są kosztowne, czasochłonne, wymagają kompetencji laboratoryjnych, a same wyniki są podatne na wpływ pory dnia, diety, aktualnego stanu zdrowia czy obecności urazu. Do tego dochodzi duża zmienność międzyosobnicza i wewnątrzosobnicza, która utrudnia ustalenie, co tak naprawdę jest „normalne”, a co powinno budzić niepokój. W praktyce oznacza to, że biochemia może być wartościowym dodatkiem w niektórych sytuacjach, ale rzadko sprawdza się jako podstawowe narzędzie codziennego monitoringu całej drużyny.

 

Największy problem nie brzmi „co mierzyć”, tylko „jak interpretować”

Wiele systemów monitorowania upada nie dlatego, że mierzą złe rzeczy, ale dlatego, że nie wiadomo, kiedy zmiana ma znaczenie. Jeśli zawodnik śpi gorzej o jeden punkt, ma niższe HRV, skacze o dwa centymetry niżej i zgłasza większą bolesność mięśni, to czy już trzeba zmieniać plan treningowy? A może to zwykła dzienna fluktuacja? Właśnie tu pojawia się jedno z najważniejszych pojęć z omawianych artykułów, czyli minimalna istotna zmiana. Thorpe i współpracownicy zwracają uwagę, że praktyk powinien umieć odróżnić zmianę większą niż losowy błąd pomiaru od zmiany, która jest naprawdę klinicznie albo praktycznie ważna. To nie musi być to samo. Coś może zmienić się „prawdziwie”, ale nadal nie mieć znaczenia dla funkcjonowania zawodnika.

Autorzy opisują tu dwa pokrewne, ale różne pojęcia. Jedno to minimalna wykrywalna zmiana, czyli najmniejsza prawdziwa zmiana, którą można odróżnić od błędu pomiarowego. Drugie to minimalna zmiana istotna praktycznie lub klinicznie, czyli taka, która ma już znaczenie dla decyzji treningowej, wydajności, ryzyka urazu albo dostępności zawodnika. W sportach zespołowych sprawa jest szczególnie trudna, bo wynik sportowy jest z natury bardziej zmienny i zależny od wielu czynników niż w dyscyplinach zamkniętych. Dlatego autorzy podkreślają, że potrzeba nie tylko rzetelnych badań trafności i powtarzalności, lecz także lepszych „kotwic” interpretacyjnych, takich jak związek monitorowanych wskaźników z późniejszą wydajnością, urazem albo chorobą.

Praktyka pokazuje jednak, że wiele decyzji nadal opiera się na dość umownych progach. W badaniu ankietowym część trenerów i naukowców korzystała z prostych reguł typu 5–10 procent odchylenia albo przekroczenie indywidualnego odchylenia standardowego. Inni polegali po prostu na obserwacji trendu dzień po dniu. To nie jest bezużyteczne, ale pokazuje też, jak daleko jesteśmy jeszcze od ideału. Najlepszy monitoring nie polega na kolekcjonowaniu danych, lecz na budowaniu kontekstu. Dopiero gdy wiemy, jaka jest typowa zmienność danego zawodnika w spokojnym okresie, możemy sensownie uznać, że jego obecny wynik jest naprawdę nietypowy.

 

„Working fast, working slow”, czyli nauka i praktyka muszą nauczyć się współpracować

W przeglądzie Thorpe’a pojawia się bardzo trafne sformułowanie „working fast, working slow”. Chodzi o to, że badacz powinien pracować wolno i dokładnie, by zbudować wiedzę opartą na solidnych danych, natomiast praktyk często musi podejmować szybkie decyzje tu i teraz, rano przed treningiem albo dzień przed meczem. Monitoring zmęczenia istnieje właśnie na styku tych dwóch światów. Jeśli narzędzie jest doskonałe naukowo, ale nie nadaje się do codziennego użycia, ma ograniczoną wartość. Jeśli z kolei jest wygodne i szybkie, ale kompletnie nie wiemy, co znaczy obserwowana zmiana, też niewiele z niego wynika.

To napięcie dobrze widać w obu tekstach. Z jednej strony samoopisowe formularze są bardzo popularne i często czułe, z drugiej zaś wiele z nich jest autorskich i słabo zwalidowanych. Z jednej strony testy skokowe dają obiecujące dane, z drugiej nie ma pełnej zgody, które parametry są najcenniejsze. Z jednej strony tętno i HRV są obiektywne, z drugiej ich interpretacja bywa niejednoznaczna. Z jednej strony biomarkery są atrakcyjne poznawczo, z drugiej przegrywają z kosztami i logistyką. To wszystko prowadzi do jednego wniosku. W sporcie nie wygrywa narzędzie najbardziej efektowne, tylko narzędzie wystarczająco trafne, wystarczająco powtarzalne i wystarczająco praktyczne.

 

Jak wygląda sensowny system monitorowania w praktyce

Jeśli spróbujemy przełożyć wnioski z tych artykułów na codzienność, otrzymamy dość klarowny obraz. Dobry system monitorowania zmęczenia nie powinien być przeładowany. Powinien łączyć kilka prostych źródeł informacji, które wzajemnie się uzupełniają. Pierwszą warstwą powinno być monitorowanie obciążenia, czyli wiedza o tym, co zawodnik rzeczywiście zrobił. Drugą warstwą powinien być krótki, codzienny lub prawie codzienny raport samopoczucia obejmujący sen, zmęczenie, stres i bolesność mięśni. Trzecią warstwą mogą być szybkie testy funkcjonalne, na przykład wybrane parametry CMJ. Czwartą, stosowaną bardziej okresowo lub celowo, mogą być pomiary fizjologiczne albo laboratoryjne. Najważniejsze jest jednak to, by żadna z tych warstw nie była interpretowana w oderwaniu od pozostałych.

W praktyce decyzja trenerska rzadko powinna wynikać z jednego sygnału. Sam spadek HRV nie musi nic znaczyć. Gorszy sen po jednej nocy też nie. Niższy skok po ciężkim meczu również mieści się w logice sportu. Ale jeśli kilka wskaźników układa się w spójny obraz, wtedy monitoring zaczyna działać naprawdę. Zawodnik zgłasza większe zmęczenie, gorzej śpi, ma wyraźniej obniżone parametry neuromięśniowe i wykonał duże obciążenie w poprzednich dniach. To nie jest już abstrakcyjna liczba. To historia organizmu, który prawdopodobnie potrzebuje korekty bodźca, dodatkowej regeneracji albo przynajmniej większej uwagi.

W tym sensie monitoring nie służy do tego, by trening „zmiękczać”. Jego celem nie jest chronienie zawodnika przed wysiłkiem. Celem jest lepsze dawkowanie stresu. Czasem dane podpowiedzą, że można trenować mocniej, bo zawodnik świetnie toleruje obciążenie. Innym razem pokażą, że trzeba chwilowo odpuścić, żeby nie stracić kilku kolejnych dni. Najlepszy monitoring nie obniża jakości pracy. On sprawia, że ciężka praca trafia we właściwy moment i we właściwą dawkę.

 

Magnez Diglicynian od Apollo’s Hegemony – wsparcie snu i regeneracji – KUP TUTAJ

 

Zmęczenie to nie awaria. To język organizmu

Zmęczenie nie powinno być traktowane jak usterka, którą trzeba usunąć jak najszybciej. Ono jest językiem organizmu. Czasem mówi, że trening działa. Czasem ostrzega, że koszt zaczyna przewyższać korzyść. Czasem sygnalizuje, że problem nie leży w samej objętości czy intensywności, lecz w śnie, stresie psychologicznym, napiętym kalendarzu startowym albo zbyt małym czasie na regenerację. Monitoring zmęczenia ma sens tylko wtedy, gdy nie redukujemy go do tabelki, lecz traktujemy jako próbę zrozumienia zawodnika w całym jego kontekście.

Dlatego najbardziej dojrzałe podejście do monitorowania nie polega na obsesyjnym śledzeniu każdego odchylenia. Polega na szukaniu wzorców. Jak dany zawodnik reaguje na serię meczów. Jak zachowuje się jego samopoczucie po podróży. Jakie parametry skoku spadają u niego najwcześniej. Czy pogorszenie snu zwykle poprzedza gorszy trening. Czy większy stres poza sportem zmienia odpowiedź na ten sam bodziec fizyczny. Im dłużej sztab pracuje z zawodnikiem i im lepiej zna jego indywidualne „normalne” wahania, tym bardziej monitoring przestaje być zbiorem liczb, a staje się mapą adaptacji.

 

Podsumowanie

Nie istnieje jeden idealny marker zmęczenia, ale istnieją lepsze i gorsze sposoby budowania całego systemu obserwacji. Najbardziej użyteczne wydają się narzędzia szybkie, proste, nieinwazyjne i możliwe do powtarzania w realnych warunkach treningowo-startowych. Bardzo dużą wartość mają krótkie raporty samoopisowe. Obiecujące są testy neuromięśniowe, zwłaszcza wtedy, gdy analizujemy coś więcej niż samą wysokość skoku. Wskaźniki sercowe mogą pomagać, ale wymagają ostrożności interpretacyjnej. Biomarkery laboratoryjne mają swoje miejsce, lecz rzadko są fundamentem codziennej praktyki. Nad wszystkim zaś unosi się jedno kluczowe pytanie: czy obserwowana zmiana jest naprawdę istotna, czy tylko mieści się w zwykłej zmienności.

Właśnie tu zaczyna się prawdziwa sztuka pracy trenera i naukowca sportowego. Nie w samym mierzeniu, lecz w rozumieniu tego, co ciało zawodnika próbuje powiedzieć. Monitorowanie zmęczenia nie jest więc modą ani gadżetem. To próba prowadzenia sportowca tak, by ciężko trenował, rozwijał się i jednocześnie nie płacił za sukces ceny wyższej, niż to konieczne. W sporcie najwyższego poziomu taka umiejętność coraz częściej decyduje nie o tym, kto trenował najwięcej, ale o tym, kto potrafił najlepiej wykorzystać każdy bodziec.

 

 

 

 

Bibliografia:

Thorpe, R. T., Atkinson, G., Drust, B., & Gregson, W. (2017). Monitoring fatigue status in elite team-sport athletes: Implications for practice. International Journal of Sports Physiology and Performance, 12(Suppl. 2), S2-27–S2-35. doi:10.1123/ijspp.2016-0434

Taylor, K.-L., Chapman, D. W., Cronin, J. B., Newton, M. J., & Gill, N. (2012). Fatigue monitoring in high performance sport: A survey of current trends. Journal of Australian Strength and Conditioning, 20(1), 12–23.

Halson, S. L. (2014). Monitoring training load to understand fatigue in athletes. Sports Medicine, 44(Suppl. 2), S139–S147. doi:10.1007/s40279-014-0253-z

Meeusen, R., Duclos, M., Foster, C., Fry, A., Gleeson, M., Nieman, D., … European College of Sport Science; American College of Sports Medicine. (2013). Prevention, diagnosis, and treatment of the overtraining syndrome: Joint consensus statement of the European College of Sport Science and the American College of Sports Medicine. Medicine & Science in Sports & Exercise, 45(1), 186–205. doi:10.1249/MSS.0b013e318279a10a

Gastin, P. B., Meyer, D., & Robinson, D. (2013). Perceptions of wellness to monitor adaptive responses to training and competition in elite Australian football. Journal of Strength and Conditioning Research, 27(9), 2518–2526. doi:10.1519/JSC.0b013e31827fd600

Buchheit, M., Racinais, S., Bilsborough, J. C., Bourdon, P. C., Voss, S. C., Hocking, J., … Coutts, A. J. (2013). Monitoring fitness, fatigue and running performance during a pre-season training camp in elite football players. Journal of Science and Medicine in Sport, 16(6), 550–555. doi:10.1016/j.jsams.2012.12.003

Gallo, T. F., Cormack, S. J., Gabbett, T. J., & Lorenzen, C. H. (2017). Self-reported wellness profiles of professional Australian football players during the competition phase of the season. Journal of Strength and Conditioning Research, 31(2), 495–502. doi:10.1519/JSC.0000000000001515

Thorpe, R. T., Strudwick, A. J., Buchheit, M., Atkinson, G., Drust, B., & Gregson, W. (2015). Monitoring fatigue during the in-season competitive phase in elite soccer players. International Journal of Sports Physiology and Performance, 10(8), 958–964. doi:10.1123/ijspp.2015-0004

Thorpe, R. T., Strudwick, A. J., Buchheit, M., Atkinson, G., Drust, B., & Gregson, W. (2016). Tracking morning fatigue status across in-season training weeks in elite soccer players. International Journal of Sports Physiology and Performance, 11(7), 947–952. doi:10.1123/ijspp.2015-0490

Thornton, H. R., Delaney, J. A., Duthie, G. M., Dascombe, B. J., & others. (2016). Predicting self-reported illness for professional team-sport athletes. International Journal of Sports Physiology and Performance, 11(4), 543–550. doi:10.1123/ijspp.2015-0330

Borresen, J., & Lambert, M. I. (2007). Changes in heart rate recovery in response to acute changes in training load. European Journal of Applied Physiology, 101(4), 503–511. doi:10.1007/s00421-007-0516-6

Buchheit, M. (2014). Monitoring training status with HR measures: Do all roads lead to Rome? Frontiers in Physiology, 5, 73. doi:10.3389/fphys.2014.00073

Coutts, A. J., & Reaburn, P. (2008). Monitoring changes in rugby league players’ perceived stress and recovery during intensified training. Perceptual and Motor Skills, 106(3), 904–916. doi:10.2466/pms.106.3.904-916

Kenttä, G., & Hassmén, P. (1998). Overtraining and recovery: A conceptual model. Sports Medicine, 26(1), 1–16. doi:10.2165/00007256-199826010-00001

Nédélec, M., McCall, A., Carling, C., Legall, F., Berthoin, S., & Dupont, G. (2013). Recovery in soccer: Part II—Recovery strategies. Sports Medicine, 43(1), 9–22. doi:10.1007/s40279-012-0002-0

 

https://www.instagram.com/karol.skotniczny/
Nazywam się Karol i jestem związany z treningiem siłowym od 2012 roku. Nie twierdzę bynajmniej, że jest to moje jedyne zainteresowanie. Choć grunt pod mój ogólny rozwój budował się w oparciu o podnoszenie ciężarów i kształtowanie sylwetki to był to jedynie zalążek. Obecnie to wszelaki przejaw asymilacji literatury naukowej idealnie odzwierciedla moje podejście do sportu i zachowania zdrowia. Zgłębianie teorii by móc użyć ją w praktyce, jest dla mnie kluczowe w kontekście moich zainteresowań takich jak żywienie, trening siłowy, przygotowanie motoryczne i szeroko rozumiane wsparcie zdolności wysiłkowych.

    Dodaj swój komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.*