Dlaczego dobrowolnie wybieramy cierpienie? Psychologia sportów wytrzymałościowych - Testosterone Wiedza

Kategorie

Najczęściej czytane

Dlaczego dobrowolnie wybieramy cierpienie? Psychologia sportów wytrzymałościowych

https://pixabay .com/photos/running-woman-track-exercise-7056590/

 

O piątej rano większość osób śpi. Ale znajdzie się ta osoba, która właśnie zakłada buty do biegania i wychodzi z domu. Nieważne czy pada deszcz czy temperatura jest na minusie. Po powrocie będzie zmęczony, ale nadal będzie twierdził, że to był naprawdę dobry trening. Z perspektywy osoby, która nigdy nie trenowała sportów wytrzymałościowych, taka sytuacja wydaje się co najmniej dziwna. Po co dobrowolnie wybierać coś, co wiąże się ze zmęczeniem, bólem i koniecznością rezygnowania z wygody? Dlaczego ktoś zapisuje się na maraton czy spędza kilka godzin na rowerze w weekend – skoro mógłby w tym czasie odpoczywać? Dla wielu właśnie to staje się źródłem satysfakcji. Ten trud dla sportowca często oznacza coś zupełnie innego. Może być sposobem na sprawdzenie możliwości, a czasem nawet ważną częścią własnej tożsamości.
I właśnie tutaj pojawia się paradoks. Człowiek z natury stara się unikać bólu, a jednocześnie potrafi świadomie wybierać sytuacje go powodujące.

Cierpienie i dyskomfort to nie zawsze to samo

Warto zatrzymać się przy samym słowie cierpienie. Nie każdy ciężki moment podczas treningu oznacza przecież ból. Czasami jest to po prostu przyspieszony oddech, betonowe nogi czy zmęczenie. Dla osoby trenującej regularnie takie odczucia mogą być czymś dobrze znanym i możliwym do zaakceptowania. W sporcie bardzo dużo zależy od tego, jak interpretujemy sygnały płynące z ciała. Ten sam wysiłek jest dla jednej osoby sygnałem, że trzeba się zatrzymać, a dla drugiej informacją aby to wytrwać. Z czasem uczymy się rozpoznawać własne granice i odróżniać dyskomfort od bólu, którego nie powinniśmy ignorować, aby nie doprowadzić do kontuzji. Jest to ważne w sportach, gdzie przekraczanie strefy komfortu jest tego wszystkiego częścią. Trudność sama w sobie nie musi być czymś negatywnym. Może dawać poczucie, że robimy coś wymagającego i stopniowo stajemy się bardziej odporni. Problem pojawia się wtedy, gdy cierpienie zaczyna być traktowane jako dowód dobrze wykonanej jednostki, a każdy sygnał wysyłany przez organizm jest ignorowany. Czasami większą dojrzałością jest właśnie zauważenie, że organizm mówi stop i potraktowanie tego sygnału poważnie.

Co właściwie dostajemy w zamian?

Dla wielu osób znacznie ważniejsze jest to, co dzieje się po drodze. Trening może dawać satysfakcję czy przekonanie, że jesteśmy w stanie zrobić coś, co wcześniej wydawało nam się poza naszym zasięgiem. Dla niektórych największą wartością będzie poprawienie życiówki. Dla kogoś innego ukończenie pierwszego maratonu będzie dowodem, że potrafi wytrwać w czymś, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe. Ktoś szuka w nim poczucia kontroli, a ktoś inny ludzi, z którymi dzieli podobne cele i doświadczenia. Wspólne zawody czy przygotowania do startu potrafią stworzyć poczucie przynależności, które samo w sobie staje się ważnym powodem, żeby wracać do aktywności fizycznej. Dwie osoby mogą przebiec ten sam dystans, a mimo to wynieść z tego doświadczenia coś zupełnie innego. Można więc powiedzieć, że to nie samo cierpienie jest nagrodą. Znaczenie ma to, co człowiek widzi w tym trudzie i co dzięki niemu zyskuje.

Take It Smart – stack wspierający zasypianie, jakość oraz długość snu – KUP TUTAJ

Potrzeba przekraczania granic

Jednym z powodów, dla których wybieramy takie wyzwania to zwyczajna ciekawość własnych możliwości. Myślimy sobie – co się stanie, jeśli spróbuję przebiec maraton? W pewnym momencie sam trening przestaje być tylko przygotowaniem do zawodów. Staje się sposobem na sprawdzenie siebie. Nie chodzi wyłącznie o to, żeby być szybszym od innych. Najważniejszym przeciwnikiem jesteśmy my sami. Nasze wcześniejsze przekonania o tym, czego nie potrafimy, obawy przed porażką czy granice, które do tej pory wydawały nam się nieprzekraczalne. Kiedy udaje się je przesunąć to pojawia się myśl – skoro zrobiłem to, to pewnie jestem w stanie zrobić również coś innego. Wysiłek jest często próbą udowodnienia swojej wartości czy sposobem na jej odkrywanie i rozwijanie. Zależy jak do tego podejdziemy.

Ból jako dowód postępu

Panuje przekonanie, że trud jest dowodem tego, że robimy postęp. Kiedy wracamy z „easy run” to nie jest tak satysfakcjonująco jak z interwałami. Moment, w którym zaczyna brakować sił, daje satysfakcję, że trening był wartościowy. Skoro było ciężko to organizm musiał mocno pracować, a skoro mocno pracował, to z czasem powinien stać się silniejszy. Pozwala to nie rezygnować przy pierwszych oznakach zmęczenia i uczy, że nie każdy dyskomfort oznacza, że trzeba się zatrzymać. Problem pojawia się wtedy, gdy trudność przestaje być jednym z elementów, a zaczyna być jego najważniejszym wyznacznikiem. Wtedy spokojniejsza jednostka zaczyna wydawać się stratą czasu. A odpoczynek będzie czymś, na co trzeba sobie dopiero zasłużyć. To może prowadzić do błędnego koła. Pojawia się potrzeba dokładania kilometrów, zwiększania intensywności albo skracania czasu na regenerację. Człowiek zaczyna gonić za zmęczeniem zamiast za rzeczywistym celem. Paradoksalnie oddalamy się od tego, na czym naprawdę nam zależy, czyli poprawy zdrowia i możliwości długiego uprawiania aktywności fizycznej.

Kiedy jest to przymus?

Przekraczanie granic daje ogromną satysfakcję, ale łatwo jest też wejść na obszar, który nie ma wiele wspólnego z rozwojem. Nie zawsze łatwo zauważyć moment, w którym chcę zaczyna zamieniać się w muszę. Warto zadać sobie pytanie – czy odpoczynek daje mi ulgę, czy raczej wywołuje niepokój? A przede wszystkim – czy nadal trenowałbym, gdyby nikt nie widział mojego czasu czy nie wiedział, ile kilometrów pokonałem. No właśnie – w dobie internetu też często szukamy poklasku w mediach społecznościowych. Wstawiamy zdjęcie z naklejką ze stravy i czekamy aż ktoś zareaguje/polajkuje. Ważne jest to, co dzieje się z poczuciem własnej wartości. Jeżeli coraz większą część tego, jak myślimy o sobie, zaczynają określać wyniki to łatwo wpaść w pułapkę ciągłego udowadniania sobie i innym, że jest się wystarczająco dobrym. Wtedy nawet bardzo dobry wynik daje satysfakcję tylko na chwilę. Nie oznacza to oczywiście, że ambicja czy silna motywacja są czymś złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek traci możliwość wyboru. Zdrowa relacja z ruchem zostawia miejsce zarówno na wysiłek, jak i odpoczynek, na ambicję, ale również na gorszy dzień.

Koncentrat białka serwatkowego, jako skoncentrowane źródło protein – KUP TUTAJ

Pułapka ciągłego przesuwania granicy

Łatwo przyzwyczaić się do myślenia, że następny cel powinien być większy od poprzedniego. Najpierw pojawia się 5 kilometrów, które wydają się dużym wyzwaniem. Później jest 10 kilometrów, pierwszy półmaraton, maraton, a dla niektórych w końcu ultramaraton. To, co kiedyś wydawało się czymś niewykonalnym to po pewnym czasie staje się po prostu kolejnym etapem. Zaczyna to być jedynym sposobem na odczuwanie satysfakcji. Granica przesuwa się dalej, zanim zdążymy naprawdę zatrzymać się przy tym, co już udało nam się zrobić. Człowiek robi coraz więcej, osiąga coraz więcej, a jednocześnie coraz rzadziej jest z siebie zadowolony. Warto się zastanowić czy kolejny cel rzeczywiście wynika z potrzeby rozwoju czy jest próbą odzyskania emocji, które pojawiły się przy poprzednim sukcesie.

Dlaczego cierpienie może nawet dawać poczucie przyjemności?

Jednym z powodów jest to, że znaczenie wysiłku zmienia się, kiedy się on kończy. W jego trakcie skupiamy się przede wszystkim na tym, co dzieje się tu i teraz. Na przykład na zmęczeniu czy bólu. Po przekroczeniu mety pojawia się natomiast ulga i myśl, że mimo obciążenia udało się doprowadzić wszystko do końca. To właśnie ten kontrast sprawia, że doświadczenie, które w danym momencie było bardzo wymagające, później oceniamy jako wyjątkowo wartościowe. Po zakończeniu wysiłku pojawia się również poprawa samopoczucia. Emocje opadają, napięcie ustępuje. Po ciężkim treningu może pojawić się przyjemny stan, który utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas. Emocje opadają, a napięcie ustępuje.

Prawdopodobnie dlatego sport potrafi być tak wciągający. Nie dlatego, że człowiek zaczyna lubić ból sam w sobie, ale dlatego, że takie doświadczenia mogą przynosić coś, czego nie daje nam codzienna wygoda.

 

Wysiłek jako część tożsamości

Z czasem ruch przestaje być tylko czymś, co robimy w wolnym czasie. Dla niektórych osób staje się częścią tego jak postrzegają samych siebie. Pojawia się różnica między biegam a jestem biegaczem. To niewielka zmiana w języku, ale może mieć duże znaczenie psychologiczne. Staje się to też częścią tożsamości. Trening zaczyna oznaczać coś więcej niż kolejną jednostkę do odhaczenia. Jest sposobem potwierdzania sobie, jaką osobą chcemy być. Czyli systematyczną, wytrwałą i odporną. Ma to jednak również drugą stronę. Im mocniej swoją wartość łączymy ze sportową tożsamością, tym ciężej akceptujemy przerwę czy słabszy wynik. Dlatego ważne jest, aby był on ważną częścią naszego życia, ale nie jedyną rzeczą, która mówi nam, kim jesteśmy.

Czy czasami nie cierpimy po to, żeby poczuć, że żyjemy?

Żyjemy w czasach, w których wiele rzeczy stało się łatwiejszych niż kiedykolwiek wcześniej. Pracujemy robiąc większość rzeczy przy komputerze, zamawiamy jedzenie bez wychodzenia z domu i spędzamy dużą część dnia w pozycji siedzącej. Wygoda stała się czymś tak naturalnym, że często nawet nie zwracamy na nią uwagi. Chcemy też tych kontrastów – jakichś wyzwań. Zakładamy więc buty i wychodzimy na 2 godziny biegu. Podczas długiego treningu nie da się uciec od ciała. Czujemy każdy krok i zmianę tempa. Nie da się tego przewinąć ani zrobić kilku rzeczy jednocześnie. Przez kilka godzin jesteśmy po prostu tu, skupieni na tym, co dzieje się w danym momencie. Może dawać to poczucie kontaktu ze sobą, którego czasami brakuje w codziennym pośpiechu. Ten trud przypomina nam, że mamy ciało, które potrafi się męczyć, adaptować czy regenerować. Przez te kilka godzin w tygodniu jesteśmy naprawdę obecni – bez ekranu, powiadomień i kolejnych spraw do załatwienia.

Nie każdy wybiera cierpienie z tego samego powodu

Warto jednak pamiętać, że nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie decydują się na sporty wytrzymałościowe. Jedna osoba trenuje przede wszystkim dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Ktoś inny będzie potrzebował celu, do którego dąży, i największą satysfakcję da mu poprawianie wyników. Dla jeszcze kogoś ważniejsi będą ludzie, których dzięki niemu poznał. Aktywność fizyczna pełni również funkcję psychologiczną. Dla jednej osoby będzie sposobem na uporządkowanie dnia i odzyskanie poczucia kontroli. Dla innej przestrzenią, w której na chwilę odcina się od codziennych problemów.
Ważniejsze więc od pytania – ile trenujesz?, może być – po co to robisz?

Podsumowanie

Najcięższą umiejętnością w sporcie nie jest pokonywanie kolejnych kilometrów, ale rozpoznanie momentu, w którym warto odpuścić. Łatwo zachwycić się własną wytrzymałością czy konsekwencją. Trudniej przyznać, że organizm potrzebuje odpoczynku. Nie ma nic złego w ambicji, rywalizacji ani chęci sprawdzania swoich możliwości. Sport może nauczyć nas wytrwałości, pokazać, że jesteśmy zdolni do rzeczy, które kiedyś wydawały się niemożliwe, i dać ogromną satysfakcję. Warto jednak pamiętać, że siła nie zawsze polega na tym, żeby zrobić jeszcze więcej. Czasami polega na tym, żeby wiedzieć, kiedy wystarczy.

 

Źródła:
https://pubmed.ncbi.nlm.nih .gov/40383282/
https://www.tandfonline .com/doi/full/10.1080/1750984X.2015.1096414
https://pmc.ncbi.nlm.nih .gov/articles/PMC10611030
https://www.sciencedirect .com/science/article/abs/pii/S1469029219302286
https://onlinelibrary.wiley .com/doi/10.1080/17461391.2010.536575
https://pubmed.ncbi.nlm.nih .gov/42421823/
https://pmc.ncbi.nlm.nih .gov/articles/PMC9497853

Magister sportu na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, studentka psychologii, trener personalny, miłośniczka zdrowego stylu życia i treningów, szczególnie siłowni, która pomogła mi wyjść z zaburzeń odżywiania. Stawiam na zdrowy rozsądek i balans.

    Dodaj swój komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.*